Logo
Obchody Poznańskiego Czerwca. Różne reakcje na apel poległych w katastrofie smoleńskiej

28 czerwca 2016 18:51

Dokładnie 60 lat temu spod Zakładów Cegielskiego w Poznaniu wyruszyła pierwsza grupa robotników protestujących przeciwko cięciom wynagrodzeń przez komunistyczną władzę. Zginęło 57 osób. Dzisiaj w Poznaniu odbyły się obchody rocznicy tego wydarzenia.

"Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie, w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podwyższenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie naszej Ojczyzny" - tak do społeczeństwa zwrócił się po stłumieniu "buntu" ówczesny premier Polski Ludowej, Józef Cyrankiewicz. Słowa te stały się zapisały się czarnymi zgłoskami na kartach naszej historii.

Protestujący, jak mówili po latach, chcieli po prostu poprawy warunków życia. Niskie płace i wysokie ceny w końcu zmusiły ludzi do wyjścia na ulice. 28 czerwca 1956 r. w Poznaniu manifestowało już 100 tys. ludzi - nie tylko robotników z innych zakładów, ale również studentów. 

Władza postanowiła protest krwawo stłumić. Użyto wojska wyposażonego w broń palną, opancerzone pojazdy i czołgi. Miasto zostało odizolowane od reszty kraju, a po wydarzeniach starano się o nich w ogóle nie wspominać. Zginęło 57 osób, a ok. 600 zostało rannych. 

Coraz częściej wielu historyków skłania się do tezy, że Poznański Czerwiec był drugim antykomunistycznym zrywem polskiego społeczeństwa. Za pierwszy uważają "powstanie antykomunistyczne" Żołnierzy Wyklętych, o których pamięć wymazano na tyle skutecznie, że dopiero od niedawna czci się ich bohaterstwo. 

Dzisiaj natomiast w Poznaniu odbyły się liczne obchody zorganizowane zarówno przez władze samorządowe, jak i niezależne organizacje społeczne.

Podczas miejskich uroczystości, oprócz apelu poległych w 1956 r. odczytano także apel poległych w katastrofie smoleńskiej. Upamiętniono wszystkie ofiary tego wydarzenia, w tym prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką i dowództwo Wojska Polskiego.

Reakcje były różne. Część ludzi zaczęła bić brawo, ale znaleźli się również tacy, co opuścili uroczystości. Władze państwowe reprezentował Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego.

Z początku prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak sprzeciwiał się odczytywaniu takiego apelu, jednak od obecności apelu była uzależniona także obecność wojska. W końcu jednak przystał na warunki postawione przez szefa MON, Antoniego Macierewicza.

 

źródło: prostozmostu.net/rmf24.pl

N.