Logo
Amerykanie wejdą do Syrii?

30 lipca 2016 13:23

Interwencja Amerykanów w Syrii nie jest wykluczona. Zmianę polityki wobec "morderczego reżimu Assada" zapowiada najbliższy doradca Hillary Clinton.

"Administracja Clinton nie będzie uciekać od pokazywania światu czym jest naprawdę reżim Assada" - powiedział Jeremy Bash, były szef sztabu w Pentagonie i CIA. Bash w wywiadzie dla "The Daily Telegraph" powiedział, że pierwszym ruchem Clinton będzie kompletne zrewidowanie amerykańskiej polityki w Syrii. "Stany Zjednoczone będą walczyć na większą skalę z Państwem Islamskim, ale dołożą również starań, aby pozbyć się Baszara al-Assada" - twardo zadeklarował Bash.

W rozmowie z brytyjską prasą nie zostało sprecyzowane jak dokładnie będzie wyglądała bliskowschodnia polityka Clinton. W trakcie kampanii, Clinton wielokrotnie mówiła o bezpiecznych strefach dla cywili, które miałyby być objęte zakazem lotów. Demokratyczna kandydatka na urząd prezydenta nie ma również wątpliwości, że "ważnym jest przewodnia rola Stanów Zjednoczonych jako naczelna zasada".

Wywiad Jeremy'ego Bash'a opublikowany jest w wyjątkowo ciekawym dla Syrii momencie. Na początku lipca w Moskwie doszło do porozumienia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, a Rosją. Obydwa państwa zgodziły się na pewną ograniczoną współpracę na terenie Syrii. Amerykanie zaczną po raz pierwszy atakować również islamistyczną część opozycji zrzeszoną nie w Państwie Islamskim, a w syryjskiej filii Al-Kaidy - Froncie al-Nusra. Taką decyzję należy traktować jako kompletny zwrot amerykańskiej polityki. Wcześniej administracja Obamy finansowo i szkoleniowo wspierała liczne mniejsze bojówki z czasem dołaczające do Frontu al-Nusra. 

Dalsza współpraca z Rosją i finalne rozwiązanie konfliktu w Syrii pozostaje jednak pod znakiem zapytania wobec słów najbliższego doradcy Hillary Clinton. Nic nie zapowiada na to, że Rosjanie zrezygnują ze wspierania Assada.

Obecny konflikt w Syrii pochłonał już 400 tys. istnień.

PS