Logo
Co dalej ze Związkiem Polaków na Białorusi? Białoruskie MSZ: "Prędzej czy później rozwiążemy ten problem"

6 listopada 2016 22:21

Odkąd Andżelika Borys została wybrana prezesem Związku Polaków na Białorusi w 2005 roku, doszło do rozłamu na dwa człony. Jeden uznawany przez władze w Mińsku pod wodzą Józefa Łucznika oraz ten nielegalnie działający w ich przekonaniu, któremu do 2010 roku przewodniczyła Borys. Teraz to ma się zmienić.

Ta druga cześć ogłosiła się przedstawicielem opozycji, a ówczesny rząd polski uznał ją za jedynego przedstawiciela strony białoruskiej. W kolejnych latach działacze antyrządowej frakcji poddawani byli represjom, a kolejne domy polskie zostały zamknięte. Jest to najbardziej rażąca kwestia w stosunkach polsko-białoruskich.

Minister Spraw Zagranicznych Białorusi podczas swojej ostatniej wizyty w Warszawie zapowiedział, że władze w Mińsku "rozwiążą ten problem". – W naszych stosunkach z polskimi przyjaciółmi są delikatne kwestie, także związane z funkcjonowaniem nieoficjalnego Związku Polaków na Białorusi. Utrzymujemy w tej sprawie ścisły kontakt z polską ambasadą, z MSZ. Prędzej czy później rozwiążemy ten problem – powiedział szef MSZ Białorusi Uładzimir Makiej.

Szef białoruskiej dyplomacji twierdzi, że w tej sprawie między Mińskiem i Warszawą toczą się zakulisowe rozmowy. Jednak strona polska nie daje jednoznacznej odpowiedzi i nie chce komentować sprawy.  Utrzymujemy bezpośrednie kontakty ze środowiskami polskimi na Białorusi – mówi rzecznik prasowy MSZ Joanna Wajda.

Co na to Andżelika Borys? – Dotychczas władze w Mińsku takiej chęci nie przejawiały. Dobrze, że się pojawiła, ale ważne, by w tych zakulisowych grach zostały uwzględnione nasze interesy. Twierdzi także, że jej frakcja ZPB kilkakrotnie wysyłała pismo do Aleksandra Łukaszenki w tej sprawie, jednak nie uzyskała odpowiedzi. Borys uważa, że Mińsk od lat proponuje Warszawie rozwiązanie tej palącej kwestii. Władze Białorusi chcą połączenia obu frakcji, co według polskiej działaczki doprowadzi do wymarcia polskiego ruchu.

Innego zdania jest jednak prezes prorządowego PZB Mieczysław Łysy. - Powinniśmy się połączyć i zorganizować ogólnokrajowy zjazd Polaków. Wybrać kierownictwo związku i rozwiązać w końcu ten problem. Ja się za stanowiska nie trzymam, mogę ustąpić - twierdzi. Dodaje także, że mimo pozytywnych stosunków z władzą nie otrzymuje z tego tytułu żadnych profitów.

Czas leci, a sytuacja Polaków nie poprawia się. Strona Białoruska twierdzi, że rozwiązanie tej kwestii blokuje "presja Warszawy". – Pamiętamy czasy, kiedy polskie władze wskazywały jedną znaną panią (chodzi o Andżelikę Borys – red.) na kierowniczkę ZPB. Przez lata psuło to nasze relacje. Dzisiaj czasy się zmieniły i jest chęć naprawy tej sytuacji – mówi „Rz" gen. Nikołaj Czerginiec, blisko związany z władzami w Mińsku były szef komisji ds. zagranicznych wyższej izby parlamentu.

Innego zdania jest jednak Andrzej Poczobut, polski dziennikarz mieszkający na Białorusi. – Białoruskim władzom nie jest potrzebny kompromis w tej sprawie, ponieważ bez żadnych ustępstw wszystko dzieje się po ich myśli. Cały dialog toczy się na warunkach Mińska – przyznaje. Podkreśla także złą sytuację Polaków za wschodnią granicą. Na kilkaset tysięcy polskiej mniejszości na Białorusi, działają jedynie dwie polskie szkoły. 

Ostatnimi czasy stosunki oby państw znacznie się poprawiły. Powstała polsko-białoruska grupa bilateralna, a naszego wschodniego sąsiada odwiedził minister Spraw Zagranicznych oraz wicepremier Mateusz Morawiecki. Spotkał się z Aleksandrem Łukaszenką, ale rozmowy dotyczyły jednie sektora gospodarczego. Planowana jest rozbudowa przejścia granicznego w Kuźnicy oraz remont drogi. To i tak duży przełom. Oby te wydarzenia były zalążkiem do zbudowania prawdziwie partnerskich relacji z Białorusią.  

 

źródło: rp.pl
BS