Logo
Donbas powróci do Ukrainy? Separatyści tworzą petycję

Flaga Donieckiej Republiki Ludowej, fot.: wikipedia.org

15 lipca 2016 18:45

Separatyści z Donieckiej Republiki Ludowej wielokrotnie zmieniali zdanie co do powrotu Ukrainy do Donbasu i wyrażali sprzeczne opinie na ten temat, choć zaakceptowali postanowienia z Mińska o tym mówiące. Obecnie zbierają podpisy, wzywające do wypełnienia zobowiązań pokojowych. Do tej pory zebrano ich 297 tysięcy.

O ile działania wojenne na wschodniej Ukrainie nie są prowadzone na taką skalę jak przed Mińskiem, trwa tam swego rodzaju wojna pozycyjna. Armia ukraińska i wojska nieuznawanych republik ostrzeliwują się wzajemnie, giną cywile, niszczone są budynki. Ukraińcy atakując separatystów niszczą budynki cywilne. Obie strony oskarżają się wzajemnie o wstrzynanie ataków. Zachód przedłuża sankcje wobec Rosji, gdyż separatyści nie zamierzają przekazać Ukrainie kontroli nad granicą z FR, a wojna ponosi kolejne ofiary. Rosja i liderzy separatystów oskarżają natomiast Ukraińców o ciągłe ataki i brak wymaganych przez porozumienie pokojowe zmian w konstytucji Ukrainy, nadających Donbasowi autonomię. Głosy o niewywiązywaniu się władz w Kijowie z porozumień pojawiają też na Zachodzie, choć są słabo słyszalne.

14 lipca w pobliżu Placu im. Lenina w Doniecku, odbył się miting poświęcony zbieraniu podpisów pod petycją w sprawie nie przestrzegania przez Ukrainę porozumień mińskich, zbieranych przez ruch społeczny Doniecka Republika, oraz Wolny Donbas. Żądając wypełnienia porozumień mińskich petycja wyrażać musi chęć powrotu Donbasu do Ukrainy, choć kontroli nad granicą z Rosją separatyści na razie oddać nie chcą, bo oznaczać mogłoby to dla nich koniec.

Ta petycja jest skierowana do międzynarodowej opinii publicznej, aby zrozumieli, że w 2014 roku mieszkańcy Donbasu wyrazili swoje zdanie. Ta petycja jest również ostrzeżeniem dla ukraińskich władz. Dlatego, ze polityka, którą prowadzi Kijów, ona zmierza do zniszczenia samego Kijowa. Ani jeden z nas nie zniszczył ani jednego domu we Lwowie, ani jedna z naszych rakiet nie spadła w Użhorodzie, Charkowie, Dniepropietrowsku, w Kijowie. Ale znosić tego co robi na naszej ziemi kijowska junta- nie będziemy. Tak, ja oczywiście rozumiem, że pokojową drogą możemy osiągnąć więcej, ale jeżeli nasz przeciwnik nie chce słuchać, to ta petycja jest ostrzeżeniem. To głos skierowany do międzynarodowej opinii publicznej, aby zrozumieli, że tutaj mieszkają nie separatyści, terroryści, ale żyją normalni ludzie, którym wystarczyło odwagi, aby wziąć w ręce broń i stanąć w obronie swojej wolności, abyśmy nie stali się kolonią np. Lwowa - powiedział w swoim wystąpieniu Aleksander Zacharczenko, szef rządu DRL.

Źródło: novorossia.today

DZ