Logo
Frustracja znanej dziennikarki: "Cenckiewicz nierzetelnym historykiem na usługach nacjonalistycznej propagandy"

fot. Wikimedia Commons

1 lutego 2017 08:24

Nie ustają komentarze wokół wczorajszego potwierdzenia wiarygodności dokumentów podpisywanych przez Lecha Wałęsę, które potwierdzają, że był tajnym agentem SB o pseudonimie "Bolek". Niektórzy wciąż nie mogą się pogodzić z tą myślą i winy szukają w badającym sprawę IPN-ie.

"Słucham konferencji szefa IPN, który niewątpliwie osiągnął dno i kopie dalej. Śmieszna jest w jego ustach ocena Lecha Wałęsy - kim on jest? Co robił w PRL? Gdzie był i co robił ten pan Szarek, gdy Wałęsa narażał zdrowie, życie i rodzinę? Dla mnie osobiście najciekawsze są teczki których IPN nie ujawnił. Dlaczego? Co w nich jest? Dlaczego pozostają ukryte? Kto o tym zdecydował i dlaczego?" – pisze Eliza Michalik na swoim profilu społecznościowym.

"Domagam się otwarcia wszystkich archiwów IPN bez wyjątku, to wybieranie dokumentów po uważaniu i używanie do paskudnych - właśnie w ubeckim stylu - nagonek na pojedyncze osoby (tak się składa, że zazwyczaj najbardziej zasłużone dla Polski) jest odrażające i budzi moją pogardę i niesmak. Kim są w ogóle ci ludzie? Co zrobili dla kraju? Kim jest pan Cenckiewicz właściwie, poza byciem bardzo złym warsztatowo, nierzetelnym historykiem na usługach nacjonalistycznej propagandy? IPN powinien zostać zamknięty, a ci ludzie postawieni przed sąd za nadużywanie uprawnień" – dodaje.

"I jeszcze te mało subtelne groźby, te niemal wprost wyrażane szantaże, że Wałęsa może być teraz oskarżony o składanie fałszywych zeznań. Buty Wałęsie czyścić i kury wyprowadzać, a nie zajmować się rzeczami do których potrzeba kompetencji, charakteru, rozumu i przyzwoitości" – kończy.

PJ
Źródło: Eliza Michalik/Facebook