Logo
Kijowski pobity na Dworcu Centralnym. Lider KOD wyjaśnia sprawę

fot. Paweł Jaworski

27 czerwca 2016 08:53

W sobotę, 25 czerwca, tuż przed północą, Mateusz Kijowski padł ofiarą ataku mężczyzny, który najprawdopodobniej był pod wpływem środków odurzających. Lider Komitetu Obrony Demokracji odniósł się do sprawy na profilu społecznościowym.

"Po pierwsze spieszę wyjaśnić. Tak, zostałem wczoraj tuż przed północą na Dworcu Centralnym zaatakowany. Rozmawiałem przez telefon i nagle usłyszałem jakiś stek wyzwisk i otrzymałem dwa czy trzy ciosy w kark i głowę (na plecach miałem plecak, więc były chronione). Nic mi się nie stało. Wezwałem ochronę, atakujący został odprowadzony na komisariat, gdzie ja oraz on złożyliśmy krótkie słowne wyjaśnienia oraz daliśmy spisać swoje dokumenty. Po drodze atakujący poinformował, że zaatakował mnie, bo za nim chodziłem, donosiłem „IM”, gdzie jest, a oni chcą go zastrzelić. Wyglądał na zmęczonego życiem, być może pod wpływem środków zmieniających świadomość" – pisze Mateusz Kijowski.

"Po drugie... zadzwoniłem tylko do jednej osoby. Ta osoba zapytała dwie osoby o możliwość pomocy mi. Ktoś napisał coś na wąskiej zamkniętej grupie na Facebooku. I nagle cała Polska dowiedziała się, że zostałem pobity. Wyobraźnia ruszyła. Całe szczęście, że nic się poważnego nie wydarzyło. Ale gdyby to była jakaś prowokacja? Gdyby ktoś próbował wzbudzić panikę? Agresywną reakcję? Może histerię? Czy jesteśmy gotowi do weryfikowania informacji? Docierania do źródeł? I czy umiemy zareagować w sposób pokojowy, kiedy sytuacja będzie naprawdę poważna?" – kontynuuje lider KOD.

"Mam nadzieję. Do tej pory uchroniliśmy się przed wieloma prowokacjami. Wkraczamy obecnie na nową drogę, o czym chociażby wspominam w jutrzejszym wywiadzie dla Newsweeka. Tym bardziej musimy zachować zdrowy rozsądek i wyważone reakcje. Bo ten egzamin będziemy zdawać chyba coraz częściej. Na jesieni możemy spodziewać się zdecydowanych działań ze strony władzy. Trzeba być gotowym i odpornym. Na szczęście dotychczasowe doświadczenie pozwala mieć nadzieję... " – kończy swój wpis.

 

Paweł Jaworski
Źródło: Mateusz Kijowski / Facebook