Logo
Kontrowersyjne prawo do życia

26 września 2016 22:54

W związku ze skierowaniem do dalszych prac projektu ustawy autorstwa komitetu "Stop Aborcji", w  polskiej przestrzeni publicznej wywiązała się ostra dyskusja pomiędzy zwolennikami obecnych rozwiązań ustrojowych, a popierającymi regulacje zawarte w nowym projekcie.

Na portalach internetowych oraz w mediach społecznościowych pojawiło się wiele zarzutów wobec nowego projektu ustawy o ochronie życia poczętego. Wiele z nich nie ma związku z rzeczywistymi zapisami ustawy. Jednym z najbardziej rozpowszechnionych mitów jest twierdzenie, że projekt przewiduje karę więzienia dla kobiety, która nieumyślnie doprowadziła do poronienia swego dziecka. Jak jest w rzeczywistości? Zgodnie z projektem, kobieta nigdy nie ponosi odpowiedzialności za nieumyślne doprowadzenia do śmierci dziecka. Oznacza to, że projekt nic nie zmienia w sytuacji matek, które poroniły. Kolejne przekłamanie dotyczy wskazania, że projekt nowej ustawy zakłada obowiązek poświęcenia się matki, gdy ciąża zagraża jej życiu. Z treści projektu i jego uzasadnienia jasno wynika, że ustawa zezwala na prowadzenie przez lekarzy działań leczniczych koniecznych dla ratowania życia matki, licząc się ze skutkiem śmiertelnym tych działań dla dziecka. W jednym z programów internetowych Magdalena Łońska z Fundacji Pro-Prawo Do Życia wyjaśniała postępowanie w sytuacji, gdy ciąża zagraża matce dziecka. Łońska wskazała, że w przypadku, gdy ciąża niesie za sobą zagrożenie utraty życia przez matkę, kobieta ma prawo zdecydować, czy chce podjąć leczenie, które w konsekwencji może zakończyć się śmiercią dziecka. Ostateczna decyzja nadal pozostaje więc w rękach matki. Nieprawdziwe są również doniesienia, jakoby obywatelski projekt ustawy odmawiał rodzicom prawa do wykonania badań prenatalnych. Uzasadnienie projektu potwierdza, że dostęp do badań prenatalnych gwarantowany jest ustawodawstwem regulującym dostęp do świadczeń medycznych.

Wszystkiemu winien jest...PiS

Już kilka miesięcy temu, po ogłoszeniu informacji o zbiórce podpisów pod obywatelskim projektem ustawy środowiska niechętne wzmocnieniu ochrony życia poczętego zaczęły oskarżać partię rządzącą o wprowadzanie „swojego porządku”, „dyktatury kościoła” i „ograniczenia praw kobiet”. Jest to o tyle nietrafione, że projekt ustawy nie pochodzi od rządu ani klubu poselskiego PiS – obecna debata i sejmowe głosowanie dotyczy inicjatywy obywatelskiej w tym zakresie. Wprawdzie Beata Szydło w przeszłości wyraziła poparcie dla obywatelskiej inicjatywy, zastrzegła jednak, że jest to jej osobiste stanowisko, nie całego Prawa i Sprawiedliwości. Co ciekawe, Beata Szydło była obecna na sali podczas obu głosowań, jednak tuż przed głosowaniem wyjęła kartę z czytnika i nie oddała głosu. Wiadomo również, że w partii nie będzie dyscypliny partyjnej podczas głosowania nad wskazaną ustawą.

Feministki a prawa kobiet

Swego czasu szerokim echem odbiła się informacja o „ustawce” feministek w kościele św Anny w Warszawie, gdzie grupa kobiet demonstracyjnie wyszła ze świątyni w trakcie mszy, aby zaprotestować w ten sposób przeciwko stanowisku biskupów zawartym w liście do wiernych w sprawie obrony życia poczętego. Ta prowokacja doskonale wpisuje się w dalekie od racjonalności metody walki feministek o „prawa kobiet”. Nie mniej kontrowersyjne od wspomnianej akcji są hasła głoszone przez feministki podczas organizowanych przez nie manifestacji. „Nie dla terroru biskupów”, „Kobieta = człowiek, nie inkubator”, „Nie dla piekła kobiet”, „Edukacji – nie represji”, „Dobro kobiety > zarodek”, „Łapy precz od naszych ciał”, „Prawa reprodukcyjne to prawa człowieka”, „Za wyborem, za życiem, za bezpłatną antykoncepcją” - to tylko nie które z feministycznych mądrości. Swoją drogą ciekawe, czy któraś z protestujących kobiet zdaje sobie sprawę z tego jak przebiega zabieg aborcji? I co w tym kontekście znaczy postulat „Nie dla poniżania/torturowania kobiet”. Czy aborcyjne tortury małych dziewczynek nie wchodzą już w zakres zainteresowania feministek? Zupełnie irracjonalne są również slogany typu „Moje ciało, mój wybór”, „Pozwól decydować o swoim życiu, ciele”. Od kiedy jedno ciało ma dwa bijące serca? 

Zdaje się, że powracająca co jakiś czas wojna wokół ustawowej ochrony życia poczętego jest nieodłącznym elementem każdej próby zmiany obowiązujących przepisów. W tej sprawie trudno o kompromis, dlatego zawsze będzie ona wywoływała tyle emocji. Nie ma w tym nic złego, jednak dyskusja powinna opierać się na faktach i szczegółowej znajomości proponowanych zapisów. Niestety, tym razem mamy do czynienia z graniem na emocjach, manipulacją i notorycznym mijaniem się z prawdą przedstawicieli środowisk „pro choice".

Natalia Wiślińska