Logo
Maria Pyż-Pakosz w rocznicę ludobójstwa na Wołyniu:"Przestańmy bać się prawdy!" [WYWIAD]

fot. Paweł Jaworski

11 lipca 2016 13:59

11 lipca 1943 oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości pod hasłem Śmierć Lachom. Po otoczeniu wsi, ludność polska ginęła w niewyobrażalnych męczarniach. Zabójstw dokonywano z wielkim okrucieństwem. Po dokonanych masakrach do wsi na furmankach wjeżdżali chłopi z sąsiednich wsi ukraińskich, zabierając całe mienie pozostałe po zamordowanych Polakach. W rocznicę "Krwawej niedzieli" z dziennikarką, Polką mieszkającą na Ukrainie rozmawiał Paweł Jaworski.

Paweł Jaworski: Dziś przypada kolejna rocznica „Krwawej niedzieli” na Wołyniu. W polskim Sejmie sprzeciw rządu wobec przyjęcia ustawy o ustanowieniu 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa. Z jakimi odczuciami mierzą się w tej sytuacji Polacy, którzy pozostali na Kresach wschodnich? Smutek? Złość? A może zrozumienie dla sytuacji?

Maria Pyż-Pakosz: Tak, dziś mamy rocznicę. Kolejną bez należnego upamiętnienia. Krwawa Niedziela czeka już ponad 70 lat aż rządzący naszym krajem przypomną sobie o rodakach. Swoich obywatelach, mordowanych przez tych samych „swoich” obywateli. Nie rozumiem, jak w imię czegokolwiek, można wykreślić z pamięci ofiary najstraszniejszego i najokrutniejszego ludobójstwa, które powinno być nazwane Genocidum Atrox – ludobójstwo straszne, okrutne. Nie pojmuję tak zupełnie po ludzku, jak można odmawiać się mówienia prawdy. „Tylko prawda nas wyzwoli” jak mówili mądrzy ludzie. Ta prawda boli. Aby wypowiedzieć słowa prawdy trzeba mieć odwagę. Trzeba poczuć się mężnym i silnym. Tak, można obawiać się konsekwencji, ale to jest nieuniknione jeśli mówi się prawdę. Rząd często zapomina, że został wybrany tylko na kadencję. Wybrali go ludzie, którzy tej prawdy oczekują. Niektórzy są zdesperowani, niektórzy źli, a niektórzy wręcz spodziewali się, że tak będzie. Rząd III RP skreśla z pamięci swoich ludzi, swoje ziemie, swoje dziedzictwo, swoją historię. Tym samym pozbywa się ogromnej karty w swoich dziejach. Ale „jeszcze nie wieczór”.

Paweł Jaworski: „Pamiętamy o 11 lipca, ale chcemy, żeby dniem pamięci męczeństwa kresowian był 17 września. To po 17 września 1939 r. wielu Polaków poniosło śmierć i doznało rozmaitych cierpień z rąk reżimu sowieckiego, nie tylko w tej bratobójczej wojnie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej” - mówi wicemarszałek Terlecki. Jak to było? „bratobójcza wojna” czy jednak ludobójstwo?

Maria Pyż-Pakosz: Pamiętajmy, że na Wołyniu o żadną bratobójczą wojnę nie chodziło. Jeśli ta „wojna”  była bratobójcza, to kobiety same rzucały się pod siekiery i piły, a dzieci same wbijały się na widły i kołki na płotach. Przepraszam za takie słowa, ale jeśli mówimy o wojnie, to tak właśnie by wyglądała. Powtarzam: to było zaplanowane i z zimną krwią przeprowadzane LUDOBÓJSTWO, a faktycznie Genocidum Atrox. Zginęło setki tysięcy naszych obywateli. Zginęli ludzie różnej narodowości, umierali w okrutnych mękach, a my nie możemy głośno powiedzieć o tym kto i jak ich zabił? Nie mamy prawa powiedzieć, że została dokonana akcja ludobójstwa? Kto jest w stanie zabronić mówić prawdę? Konformizm, który od lat prześladuje rząd RP nie jest wyznacznikiem. 17 września przypada całkiem inna data – sowieckiej agresji na Polskę. Ale ten reżim już został potępiony, co prawda sprawcy jeszcze nie zostali osadzeni w więzieniach. Najstraszniejsze ludobójstwo dokonało się pod czerwono-czarnymi barwami. Te jednak nie zostało potępione. Krwawa Niedziela była 11 lipca. Nie 17 września.

Paweł Jaworski: Jak dzisiaj wygląda życie na Ukrainie? Czy ukraiński nacjonalizm nabiera na sile? Jak się objawia? Czy ukierunkowany jest na Rosjan i ich agresję na wschodzie Ukrainy czy też dotyczy postaw antypolskich?

Maria Pyż-Pakosz: Czy nie widzieliście ogromnego pomnika Bandery obok kościoła św. Elżbiety? Czy nie wiedzieliście czerwono-czarnych flag? Po co pytać, skoro każdy kto choć raz przejeżdżał przez granicę w stronę Lwowa bądź Kresów wie jak tutaj jest i własnymi oczyma wszystko widział? Rozumiem, że czasami to wydaje się być nieprawdopodobne. Rozumiem, że racja dzisiejszego dnia, racja bytu jest czasami ciężka do przyjęcia. Bandera bohaterem ukraińskiego narodu, a czerwono – czarna flaga towarzyszy na terenie tego państwa przy każdym marszu. Niepotępiona zbrodnia rzutuje na przyszłość. Oto prawda dzisiejszego dnia.

Paweł Jaworski: Prezydent Poroszenko jednego dnia nadaje ulicom imiona Bandery, Szuchewycza, drugiego oddaje hołd ofiarom zbrodni wołyńskiej. Która twarz prezydenta Ukrainy jest prawdziwa?

Maria Pyż-Pakosz: Wszyscy wiemy, że ludzie wpływowi są zawsze tam, gdzie im wygodnie. Zresztą nie tylko oni. Prawdziwe oblicze kogoś poznajemy po działaniach. Wiemy, co dzieje się na Ukrainie, jak również to, co obecnie ma miejsce w polskim parlamencie. Bardzo się ucieszyliśmy gdy w czwartek w nocy Senat przyjął uchwałę. Teraz czekamy na odpowiedź Sejmu. Mamy nadzieję, że w podobny sposób uczci pamięć ofiar ludobójstwa. Stosunek Polaków zza wschodniej granicy do ludobójstwa dokonanego na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej wyraża się zdaniem „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”.

Paweł Jaworski: Czy powinniśmy przebaczyć Ukraińcom trudną przeszłość, pojednać się i współpracować w imię dobrze pojętego interesu obu stron?

Maria Pyż-Pakosz: Aby pojednać z kimkolwiek, musi być dobra wola. A robić pojednanie na kłamstwie, jak to się obecnie dzieje, nie ma sensu ani przyszłości. Tylko gdy uznana zostanie prawda, możemy mówić o przyjaźni, ponieważ słowo „pojednanie” brzmi dziś pusto, fałszywie. Jeśli chodzi o przebaczenie, uważam, że zawsze trzeba rozmawiać. Nie możemy jednak robić tego jednostronnie, wiedząc, że dokonujący zbrodni, nosi w sobie te same idee co wówczas. Z naszej strony to wygląda tak: Przychodzi sąsiad i mówi – Zabiłem Ci ojca – ty odpowiadasz – chodź, pomogę ci wykopać dół. To nie jest normalne. To jest niemożliwe do przyjęcia z moralnego punktu widzenia. Zbrodnie trzeba potępić i nazwać po imieniu. Inaczej to wciąż będzie się ciągnęło za nami. Ten bagaż będzie robił się coraz cięższy.

Paweł Jaworski: Na mównicy Sejmowej polskiego parlamentu padło stwierdzenie, że nie powinniśmy oceniać Ukraińców za to jakich mają bohaterów. Czy naprawdę nie powinniśmy tego robić i czy Ukraina ma też innych bohaterów niż tych, których wynosi na piedestał?

Maria Pyż-Pakosz: Z mównicy Sejmowej padają różne słowa, ale hańba, ciążąca na narodzie, z każdym dniem przybiera na sile. Popatrzmy na inne kraje. Przecież Niemcy nie mają za bohatera Hitlera. To nie jest normalne, że na Ukrainie czci się morderców! Polacy szczycą się przyjaźnią z nierozliczonymi zbrodniarzami. Nie będę mówić o samych wydarzeniach, bo wszyscy wiemy co się działo. Fakty są znane, zeznania świadków w Instytucie Pamięci Narodowej, spisywane, i archiwizowane przez lata. Zdjęcia, które stały się dostępne w Internecie. Tylko zbrodniarz wciąż stara się zamazać swoją winę. Polska, jako ofiara – chętnie mu w tym pomaga. Nawet jeśli zepchną obecne kresowe pokolenia w niepamięć, na margines historii, to prawda i tak wypełznie na wierzch. Czego pozostaje życzyć wszystkim. Przestańmy się bać tego, co wyzwala i robi świat bardziej ludzkim. Przestańmy bać się prawdy!

 
Z Marią Pyż-Pakosz rozmawiał Paweł Jaworski, 11 lipca 2016 rok.