Logo
Oszust z Amber Gold sam decydował, jakie dokumenty zbadają prokuratorzy. Polska republiką bananową?

fot. Wikimedia Commons

10 listopada 2016 09:30

Sejmowa komisja śledcza ws. Amber Gold odkryła, że to Marcin P. samodzielnie decydował, jakie dokumenty będą sprawdzone przez śledczych. Prokuratorzy zasłaniają się niepamięcią.

W 2010 r. gdański sąd wydał polecenie śledczym, aby zabezpieczyli ponad 460 dokumentów związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą przez Marcina P., założyciela Amber Gold. Sejmowa komisja śledcza ujawniła, że dokumenty zostały samodzielnie przekazane przez Marcina P.

Mało tego, szef Amber Gold był przesłuchiwany nie przez prokuratora, ale przez policjantkę. Prokurator Barbara Kijanko, która prowadziła sprawę, w żaden sposób nie nadzorowała tych czynności. Ponadto żaden ze śledczych nie dokonał analizy zebranych materiałów.

Prokurator Witold Niesiołowski, który nadzorował prace prokurator Kijanko, stwierdził, że "nie pamięta już tych czynności". Swojej podwadnej zalecenia i uwagi co do prowadzonego postępowania miał przekazywać ustnie.

Komisja stwierdziła jednak, że po tych czynnościach nie ma żadnego śladu, a samo śledztwo oceniła jako "odbiegające w rażący sposób od standardów postępowania".

 

źródło: wpolityce.pl

N.