Logo
Pilot Jaka-40: "Za wszelką cenę próbowano nam zamknąć usta"

4 października 2016 19:16

Artur Wosztyl, pilot Jaka-40, który lądował w Smoleńsku przed TU-154 w rozmowie z portalem Tysol.pl odniósł się do okolicznosć śledztwa prowadzonego w sprawie katastrofy w Smoleńsku. Opowiedział o dziwnych wydarzeniach, które miały związek z tą sprawą. 

Pytany o przecięte w jego samochodzie przewody hamulcowe w 2014 roku i śledztwo, które trwa w tej sprawie, Wosztyl przyznał, że takie zdarzenie miało miejsce. Jeżeli chodzi o te hamulce, to faktycznie na początku 2014 roku doszło do mechanicznego uszkodzenia przewodu hamulcowego. Jeszcze bodajże w 2010 roku, późną jesienią, odpadło mi koło w samochodzie. Sześć śrub się poluzowało. Tylne lewe koło w samochodzie. Po prostu odmaszerowało w czasie jazdy, gdy jechałem do pracy. Człowiek sobie wtedy różnie tłumaczy takie historie. Ja myślałem, że może ktoś chciał ukraść te koła, może ktoś go wypłoszył. Nie miałem nawyku za każdym razem obchodzenia samochodu dookoła i sprawdzania czy wszystkie próby są przykręcone. Po tamtym zdarzeniu to się zmieniło, niestety - powiedział. 

Gdy do uszkodzenia hamulców doszło trzeci raz, Wosztyl zgłosił sprawę na policji. Sprawców nie udało się ustalić, więc śledztwo zostało umorzone.  To zostało zgłoszone i policja bardzo rzetelnie się tym zajęła, przynajmniej tak uważam. Natomiast ciężko było złapać kogoś za rękę, znaleźć kogokolwiek, kto mógł się tego czynu dopuścić – powiedział w wywiadzie. Wskazał również, że sprawy te mogą mieć związek z nagonką na niego i jego załogę, która trwała od maja 2010. Za wszelką cenę próbowano nam zamknąć usta, próbowano nas na siłę ukarać, próbowano nam udowodnić winę. Jednocześnie to było robione w sposób bardzo perfidny, bo straszono nas, wręcz nękano – powiedział.

W wywiadzie pojawia się także wątek śmierci Remigiusza Musia, przyjaciela i kolegi z załogi Jaka-40, który według ustaleń policji i śledczych miał popełnić samobójstwo. Rozmawiałem z żoną Remka Musia. Powiedziała, że nic nie wskazywało na to, że jest w takim kiepskim stanie psychicznym, żeby mógł targnąć się na swoje życie. Być może coś mi umknęło, ale z tego, co wiem, to nawet nie pozostawił żadnego listu pożegnalnego, ani nic. Nie pożegnał się ze swoimi córkami, które bardzo kochał. Dziwnie to wygląda – powiedział Wosztyl.

NW

Źródło: TVP Info