Logo
Rafał Ziemkiewicz pisze do rektora UJ. Lewactwo chciało go usunąć z Targów Książki

fot. Paweł Jaworski

3 listopada 2016 18:25

Rafał Ziemkiewicz wystosował list do rektora UJ  prof. Wojciecha Nowaka, z prośbą o ukaranie dr. Leszka Wrońskiego. Chodzi o próbę wyrugowania konserwatywnego publicysty z debaty na Krakowskich Targach Książki.

"Wysłałem list do rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, JM prof Wojciecha Nowaka, z prośbą o pouczenie i ukaranie dr Leszka Wrońskiego, inspiratora zniesławiającej mnie i wymierzonej w wolność debaty akcji skrajnej lewicy podczas niedawnych Krakowskich Targów Książki" - napisał Ziemkiewicz na swoim fanpage na Facebooku. 

Poniżej publikujemy pełną treść listu.

Wasza Magnificencjo

Zmuszony jestem prosić Waszą Magnificencję o zwrócenie uwagi na wymierzoną przeciwko mnie akcję dyfamacyjną, przeprowadzoną w ostatnich dniach z inspiracji pracownika naukowego UJ, dr Leszka Wrońskiego.

Używając pod moim adresem kłamliwych oskarżeń i obelg, zainicjował on ze wsparciem radykalnych organizacji lewicowych i mediów próbę uniemożliwienia mi udziału w Krakowskich Targach Książki oraz usunięcia z programu Targów prowadzonego przeze mnie spotkania z redaktorami naczelnymi tygodnika „Do Rzeczy” i miesięcznika „Do Rzeczy – Historia”, zarazem autorami poczytnych książek o stosunkach polsko-żydowskich, Pawłem Lisickim i Piotrem Zychowiczem. Na organizatorów Targów próbowano wpłynąć nie tylko zbieranymi w internecie podpisami, ale rozsyłano także zniesławiające mnie listy do wystawców i gości Targów, żądając od nich przyłączenia się do bojkotu imprezy. Próbowano również zastraszyć organizatorów perspektywą fizycznej agresji lewicowych bojówek i uniemożliwieniem przez nie spotkania. Jedno z patronujących debacie wydawnictw ugięło się niestety przed tymi pogróżkami, a organizatorzy Targów poczuli się zmuszeni do zastosowania podczas wspomnianego spotkania nadzwyczajnych środków ostrożności.

I choć ostatecznie, mimo wsparcia przez wpływowe media z „Gazetą Wyborczą” na czele, starania dr Wrońskiego uwieńczone zostały tylko groteskową, kilkuosobową pikieta przed wejściem na Targi, uważam, że jego postępowanie nie powinno ujść uwagi Waszej Magnificencji – zarówno dlatego, że było niegodne pracownika akademickiego, jak i dlatego, że jeśli nie spotka się z należytą reakcją władz uczelni, stać się może precedensem, którego dalekosiężne skutki trudno przewidzieć.

Nie proszę Waszej Magnificencji o pomoc w ochronie moich dóbr osobistych, ale dla umożliwiania oceny sytuacji muszę z cała stanowczością podkreślić, iż szerzone przez dr Wrońskiego wysoce obraźliwe opinie na mój temat, którymi usiłuje on uzasadnić swe postępowanie, są całkowicie pozbawione podstaw. Jestem autorem bez mała 30 książek, z których kilkanaście gościło na listach bestsellerów, oraz publicystą stale aktywnym w licznych mediach; od lat każdy tydzień przynosi po kilka moich nowych artykułów i felietonów w czasopismach i na portalach internetowych. Z tego, mam chyba prawo powiedzieć, bardzo obfitego dorobku, dr Wroński i współdziałające z nim lewicowe organizacje zdołały dla uprawdopodobnienia rzucanej na mnie potwarzy wybrać zaledwie trzy – trzy! – jednozdaniowe wypowiedzi z komunikatora Twitter. Żadna z nich nie wzywa do agresji ani nie zawiera słów wulgarnych (co jest normą w wystąpieniach działaczek i działaczy wspomnianych organizacji) i wszystkie zostały w sposób oszczerczy zmanipulowane. Dwie poprzez przemilczenie faktu, iż są to wyrwane z dłuższej konwersacji repliki w polemice z działaczkami feministycznymi, w których prawem cytatu używam sformułowań użytych wcześniej przez nie. Trzeci zaś „argument” podniesiony przez akolitów dr Wrońskiego to przywołanie starej manipulacji mediów brukowych, które perfidnie zmieniły kontekst mojego żartu dotyczącego innej zupełnie sprawy w taki sposób, aby przedstawić go jako rzekome usprawiedliwienie, czy wręcz pochwalanie przeze mnie gwałtów. Sądzę, że dr Wroński i inni zaangażowani w kolejną próbę pozbawienia mnie dobrego imienia nie mogą nie wiedzieć, iż posługują się kłamstwem – i że czynią to cynicznie wykorzystując patologiczny stan naszego sądownictwa, sprawiający, że w procesie, jaki wytoczyłem portalowi pudelek.pl, sprawcy wspomnianej manipulacji, dopiero niedawno, w ponad rok po złożeniu pozwu, doczekałem się wyznaczenia terminu pierwszej rozprawy (na styczeń 2017).

Nie moje dobra osobiste są jednak przyczyną tego listu, ale fakt, że działania dr Wrońskiego, występującego w mediach w nimbie wykładowcy szacownej uczelni, wymierzone są przeciwko elementarnej wolności debaty publicznej. Zapraszając bojówki feministycznej organizacji „Dziewuchy” i „Partii Razem” na prowadzone przez mnie spotkanie z Pawłem Lisickim i Piotrem Zychowiczem, dr Wroński zaprasza przecież – choć zapewne nie jest tego świadom – wszelkiej proweniencji bojówki również na wykłady swoje i innych wykładowców UJ. Próbując mnie arbitralnie usunąć z grona pisarzy godnych uczestniczyć w Targach Książki, sankcjonuje z góry równie arbitralne odbieranie głosu ludziom o jego poglądach, jeśli takie próby zostaną kiedykolwiek podjęte – czego, jak sądzę, w równym stopniu z Magnificencją sobie nie wyobrażamy i nie życzymy.

Jeśli wykładowca, pracownik naukowy szacownej uczelni starania o zdyskredytowanie mnie uzasadnia argumentem 3500 podpisów (pominę fakt, iż zastosowana formuła „petycji internetowej” uniemożliwia jakąkolwiek ich weryfikację) to takie poddawanie prawa do uczestniczenia w życiu publicznym pod głosowanie należy uznać za rzecz kuriozalną. Zapewniam, że byłbym stanie zebrać 50 albo nawet i 100 tysięcy podpisów pod petycją o usunięcie dr Wrońskiego z uczelni – z podobną jak okazana przez niego pogardą dla sporu merytorycznego i racji adwersarza. Taka próba byłaby zresztą o tyle bardziej zasadna, iż w przeciwieństwie do Targów Książki uczelnia jest instytucją publiczną i każdy podatnik może sobie rościć prawa do wpływu na jej politykę kadrową; prędzej w każdym razie, niż sygnatariusze petycji dr Wrońskiego do określania, z kim wolno spotykać się czytelnikom na Targach Książki.

Oczywiście nie zamierzam zniżać się poziomu dr Wrońskiego i poddawać uczelni takiej presji. Chciałbym jednak mieć przekonujący dowód, że kiedy pracownik naukowy UJ niszczy debatę publiczną w imię swoich radykalnych ciągot politycznych, jego macierzysta uczelnia nie popiera go w tym, przeciwnie, uznaje jego zachowanie za sprzeczne z uniwersytecką ideą wolności debaty i nie licujące z godnością wykładowcy akademickiego.

Z tej racji pozwalam sobie domagać się od Waszej Magnificencji należnego pouczenia dr Leszka Wrońskiego oraz przykładnego ukarania go za wymierzone we mnie działania zniesławiające i próby rugowania mnie z debaty publicznej, z podaniem tego faktu do publicznej wiadomości.

Z wyrazami szacunku – 
Rafał A. Ziemkiewicz