Logo
Z tatuażem w kamasze

fot. Flickr

20 października 2016 21:39

MON liberalizuje kryteria rekrutacji do czynnej służby wojskowej. Tatuaż nie będzie już czynnikiem dyskwalifikującym przy naborze do wojska. 

W 2015 r. ówczesny minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak zaostrzył wymagania wobec nowych rekrutów do armii zawodowej. W wydanym przez niego rozporządzeniu czytamy: „tatuaże twarzy, szyi i przedramion należy kwalifikować jako szpecące". W praktyce oznacza do automatyczną dyskwalifikacje nowego rekruta. Swoją decyzje polityk Platformy Obywatelskiej tłumaczył w następujący sposób: "Uznaliśmy, że skoro armia jest ochotnicza, a o jedno miejsce ubiega się kilkunastu kandydatów, możemy podwyższać kryteria. Nie chciałbym, aby za kilka lat tatuaże mieli członkowie kompanii honorowej, a do tego mogłoby doprowadzić stopniowe poluźnianie wymogów" - argumentuje minister. 

Jednak przepisy zmieniły się dzieki staraniom Pawła Szramki z Kukiz'15, byłego żołnierza zawodowego. – Jeśli ktoś jest zdolny do służby i chce poświęcić się ojczyźnie, głupotą jest nie przyjąć go z powodu tatuażu - tłumaczy. Resort przychylił się do jego pomysłu i aktualnie kończy pracę nad zmianą w rozpocządzeniu dotyczącym „wykazu chorób lub ułomności uwzględnianych przy orzekaniu o zdolności do zawodowej służby wojskowej". Pozytywny odbiór zmian udowadnia ilość osób zainteresowanych. Paweł Szramka przyznaje, że odkąd zajął się sprawą dostaje wiele telefonów z zapytaniem od osób chętnych do zawodowej służby - To często dobrze zapowiadający się kandydaci z doświadczeniem w organizacjach obronnych i umiejętnościami strzeleckimi, a ich tatuaże przedstawiają symbolikę patriotyczną - tłumaczy poseł. 

Portal "Polska Zbrojna" w maju opisał przypadek dobrze rokującego żołnierza Narodowych Sił Rezerowych, który nie dostał się do służby zawodowej z powodu tatuażu na przedramieniu pomimo świetnych referencji. 

Opinie wśród wojskowych są podzielone. Były komandos ppłk Krzysztof Przepiórka ostrzega, że tatuaże mogą doprowadzić do dekonspiracji, co może być szczególne groźne dla żołnierzy służb specjalnych. Natomiast były szef BBN gen. Roman Polko przyznaje, że tatuaże mają często wartość sentymentalną, choć lepiej ich unikać. – Żołnierze GROM po swojej pierwszej misji w Iraku w 2003 r. zdecydowali się na zrobienie wspólnego tatuażu, choć nie powinienem zdradzać, w jakim miejscu i co przedstawiającego – opowiada.

źródło: rp.pl
BS