Logo
Amerykańska broń atomowa w Rumunii

Daniel Wójcik

Daniel Wójcik

19 sierpnia 2016 18:55

Według informacji portalu Euractiv.com armia USA miała zdecydować się o przeniesieniu broni atomowej z Turcji do Rumunii. Wydarzenia jakie nastąpiły po ostatnim zamachu stanu w tym kraju, a więc czystki w armii, sądownictwie, a także w innych strukturach państwa sprawiły, że stosunki między Waszyngtonem, a Ankarą uległy pogorszeniu.

Tureckie władze pośrednio oskarżyły USA o współudział w organizacji przewrotu politycznego przez współudział w tym przedsięwzięciu dawnego współpracownika Erdogana kaznodziei Fethullaha Gulena, który przebywa obecnie w Stanach Zjednoczonych. Broń jądrowa miałaby zostać przetransportowana z bazy Incirlik do  Deveselu, gdzie znajduje się rumuńska część budowanej także w Polsce tarczy antyrakietowej. Realizacja tych zapowiedzi znacznie wzmocniłaby pozycję Rumunii, ale także Polski w kolektywnym systemie obrony w ramach NATO, gdyż w praktyce oba państwa uzyskałby status podobny do krajów zachodniej Europy, gdzie stacjonują na stałe siły zbrojne USA wyposażone w broń masowego rażenia.Niedawny szczyt NATO jaki odbył się w Warszawie, również byłby postrzegany inaczej w konsekwencji takiej decyzji. Byłby to wreszcie realny sygnał dla innych państw z regionu Europy Środkowej i Wschodniej, że Waszyngton realnie podchodzi do koncepcji wzmocnienia wschodniej flanki NATO, a może nawet koncepcji budowy międzymorza, gdzie głównymi filarami tego projektu byłaby Polska i Rumunia.  

W obecnych realiach politycznych podanie tej informacji do publicznej wiadomości można jednak odczytywać w inny sposób, jako wyrażenie votum nieufności wobec Turcji, która jako członek NATO  coraz bardziej zaczyna prowadzić niezależną wobec Waszyngtonu politykę w regionie, czego widomym znakiem jest współpraca z ISIS i poprawa stosunków dyplomatycznych z Rosją przy jednoczesnym pogorszeniu relacji z USA i UE. Groźba wyprowadzenia broni jądrowej z Turcji oznaczałaby zmianę układu sił w regionie, wyłącznie tego kraju z współpracy militarnej z Zachodem, a przynajmniej znaczne osłabienie tejże.Realizacja tych zapowiedzi osłabiłoby to również politycznie Turcję, która pozbawiona parasola ochronnego NATO byłaby skazana na Rosję z którą ma sprzeczne interesy nie tylko w Syrii, ale również na terenie Kaukazu. Brak manewru w polityce zagranicznej, a także coraz większa niestabilność wewnętrzna wyrażająca się zwiększającą się liczbą zamachów bombowych miałaby wpływ na samego prezydenta Erdogana i jego plany wzmocnienia swojej władzy przez zmianę konstytucji i wprowadzenie ustroju prezydenckiego.

Daniel Wójcik