Logo
Co dalej z Europą i wartościami europejskimi?

Robert Koralewski

Robert Koralewski

29 sierpnia 2016 19:50

W ciągu ostatnich tygodni zostaliśmy świadkami nie tylko krwawych zamachów terrorystycznych, ale także burzy politycznej w całej Europie. Kuriozalne wypowiedzi po referendum ws. wyjścia z UE Wielkiej Brytanii, dwulicowe deklaracje po zamachach czy raptowne zmiany kursu wobec Turcji, która jeszcze kilka miesięcy temu była kluczowym partnerem w walce z masowym napływem nielegalnych imigrantów do Europy - w którym kierunku pójdzie Zachód? Czy w ogóle pójdzie jedną drogą?

Po wstrząsających zdjęciach z Nicei, Reuttlingen czy Monachium zaniepokojeni mieszkańcy otrzymali kolejną dawkę obłudnych gestów ze strony nieodpowiedzialnych polityków. Trudno było się z resztą spodziewać podjęcia bardziej zdecydowanych kroków ze strony rządzących Francji na czele z prezydentem Hollande’ czy premierem Valls’em. Dopiero po brutalnym zamordowaniu katolickiego księdza ten pierwszy stwierdził, że Francja znajduje się “w stanie wojny”. Jednak tuż po pierwszym ochłonięciu w mediach jego partnerzy polityczny oraz zwolennicy powrócili do sprawdzonych metod i próbowali przekonywać, iż przy obecnych realiach najważniejsza jest trwałość tzw. europejskich wartości, których kluczowym elementem jest swobodny przepływ osób wewnątrz granic państw wchodzących w układ z Schengen. Po raz kolejny wmawia się ludziom, że to niedostateczna otwartość społeczeństw zachodnich wobec imigrantów spowodowała i powoduje radykalizację wśród muzułmanów. Po raz kolejny obiecuje się rozszerzenie programów integracyjnych zamiast wprowadzenia od dawna wymaganych zmian w polityce bezpieczeństwa. Po raz kolejny udaje się, że to pojedyncze wybryki psychopatów i nic większego się nie stało. Szczytem całej obłudy była wybitnie cyniczna wypowiedź sekretarza CDU Petera Taubera, który po okrutnym zabójstwie Polki przez tzw. uchodźcę w Reuttlingen stwierdził, że słynne słowa Angeli Merkel “Wir schaffen das” (“Damy radę”) w odniesieniu do kryzysu imigracyjnego stały się rzeczywistością.

Nieco większe zmartwienie europejskim politykom przyniosły wieści o próbie zamachu stanu w Turcji, a w szczególności skutki nieudanej akcji. Liczne zatrzymania po poczu wojskowym, rozważanie przywrócenia kary śmierci oraz bezwzględne wsparcie dla prezydenta Erdogana większości Turków zamieszkałych w Niemczech i Austrii wyraźnie zaniepokoiły establishment nie tylko w Brukseli i Berlinie. Świeżo zaprzysiężony kanclerz Austrii Christian Kern żądał nawet natychmiastowego zerwania negocjacji z Turcją ws. przystąpienia do UE. Warto dodać, że Kern pochodzi z najbardziej lewicowego skrzydła Socjaldemokratów i zawsze szukał dialogu ze społecznością turecką w Austrii. Tym razem zdaniem Kerna została przekroczona pewna granica, a prominenci do niedawna popierający nieograniczoną imigrację do Austrii, pytają się, jak to możliwe, że ludzie, którzy od trzech pokoleń mieszkają w Europie odczuwają taką niechęć do swoich krajów zamieszkania, których w znacznym stopniu są także obywatelami. Czy wreszcie się zmieni poziom debaty publicznej, w kwestii imigrantów rzeczy będą nazywane po imieniu? Trudno powiedzieć.

Jednak niewątpliwie na czele listy priorytetów prezydenta Turcji nie znajdują się wartości europejskie, a tymbardziej nie mają one większego znaczenia dla muzułmańskiej społeczności w Europie, która tylko selektywnie korzysta z ich przywilejów. Koniecznie należy pamiętać, że przy obecnych napięciach ślepe podporządkowanie się lekkomyślnym ‘zasadom’ jest strasznie niebezpieczne, co zauważył m.in. minister spraw zagranicznych Austrii Sebastian Kurz. Jeśli Unia Europejska zerwie negocjacje z Turcją ważność zapewne straci także umowa z Ankarą ws. zatrzymania napływu imigrantów do Europy. Dlatego należy tymbardziej dążyć do stabilnego zabezpieczenia zewnętrznych granic UE, a poszczególne państwa członkowskie w swoim zakresie powinny realizować swoje programy bezpieczeństwa. Obserwując ostatnie manewry Erdogana szukającego partnera w Moskwie trzeba sobie zdać sprawę, że poddanie się kolejnemu szantażowi ze strony Ankary wiązałoby się poważniejszymi konsekwencjami niż dotychczas, a przyszłość Unii Europejskiej stanęłaby na ostrzu noża. Jeśli procedury nawracania nielegalnych imigrantów spoza Europy na granicy we Włoszech czy Grecji będą kierowane pod naciskiem lewicowych organizacji rzekomo walczących o prawa człowieka, a nie w imieniu bezpieczeństwa mieszkańców Starego Kontynentu, w krótkim czasie może dojść do realiów, które aktualnie znamy z przekazów medialnych z Bliskiego Wschodu czy Północnej Afryki.

Podsumowując, nadzwyczajna sytuacja bezpieczeństwa w Europie spowodowana niezwykle dużym zagrożeniem terrorystycznym oraz niestabilną pozycja UE w relacjach interkontynentalnych wymaga bezkompromisowych reform. Po pierwsze należy ograniczyć zagrożenie do minimum. Sprawcy niemal wszystkich zamachów w ciągu ostatnich dwóch lat byli obserwowani przez służby specjalne, a mimo wszystko nie udało się ostatecznie zapobiec krwawym atakom. Osoby podejrzane o sztyczność ze sceną islamistyczną należy deportować w trybie natychmiastowym. Po drugie trzeba zapobiec wzrostowi społeczności muzułmańskiej w Polsce zauważając powiązanie wysokiego procentu islamskich imigrantów z rosnącą przestępczością w poszczególnych regionach na Zachodzie. Po trzecie wreszcie należy rozważać przywrócenie regularnych kontroli na granicach pamiętając, że podczas ostatniej fali uchodźców do Unii Europejskiej trafiło kilkadziesiąt tysięcy osób bez jakiejkolwiek rejestracji. Wielkim wyzwaniem wówczas było ustalenie kraju pochodzenia przybyszów, o przeszłości nie wspominając, a przypadkowe zatrzymania straży granicznej na pewno nie zagwarantują, że do Polski nie przyjadą potencjalni zamachowcy. Uszczelnienie polskich granic przed islamistami nie może zostać w żaden sposób podważone, dlatego należy w tej kwestii postawić bezkompromisowo na polski interes bezpieczeństwa.

Robert Koralewski