Logo
Imigranci wielka szansą dla Polski

Krzysztof Tenerowicz

członek zarządu głównego Ruchu Narodowego. Prezes fundacji Centrum im. Władysława Grabskiego, redaktor naczelny portalu Prostozmostu.net i kwartalnika „Myśl.pl”.

6 maja 2016 14:38

Imigranci wielka szansą dla Polski? Te z pozoru zaskakujące w ustach narodowca słowa mają głęboki sens. To właśnie w masowym napływie imigrantów do państw, które do tej pory rządziły i dzieliły w Unii Europejskiej, upatruję wielkiej szansy na zmianę dotychczasowego układu sił na kontynencie. Wystarczy spojrzeć, co ze stabilnych i (rzekomo) świetnie zorganizowanych Niemiec zrobił milion  uchodźców. A przecież sama Unia przyznaje, że może to być zaledwie preludium prawdziwych kłopotów.

Układ sił w Europie na początku XXI wieku jest jasny. Niemcy, później często idąca w ich ślady Francja. Następnie Wielka Brytania, pozostająca poniekąd z wyboru na uboczu europejskiej polityki, i majaczące w tle tych trzech nacji Włochy, czasem Hiszpania, w pewnym zakresie Austria, Holandia, Belgia czy Szwecja. Reszta niemal się nie liczy. Realiści przyznają, że Polski w gronie decydentów nie znajdziemy. Czasem się nas pochwali, czasem przypomni, że w tym ekskluzywnym gronie jesteśmy raczej chłopcami na posyłki i ubogimi krewnymi. Bardzo rzadko traktuje się nas jak podmiot, znacznie częściej – jak przedmiot europejskiej polityki. Koronnym na to dowodem była kwestia konfliktu na Ukrainie, gdzie zostało nam zabrane tak bardzo wymarzone krzesło przy stole negocjacji. Ostatnie połajanki ze strony eurokratów też pokazują, gdzie nasze miejsce.

Jednak to, co dzieje się w ostatnich tygodniach i miesiącach, to prawdziwa szansa na wyjście naszego kraju z cienia. Polska to szósty kraj UE jeśli chodzi o liczbę ludności oraz szósta (lub siódma, w zależności od przyjętej metodologii) gospodarka Unii. Co znacznie istotniejsze, jako jedyni z „wielkiej szóstki” nie mamy żadnych problemów z uchodźcami, imigrantami i mniejszościami. Pora to wykorzystać. Zwłaszcza w zakresie wzmocnienia naszej pozycji na arenie międzynarodowej.

Okoliczności nam sprzyjają. Przywódcy państw regionu, w dużej mierze rozczarowani Niemcami, od dawna tak jasno i czytelnie nie zachęcali nas do objęcia przywództwa w tej części Europy. Mówi o tym już nie tylko Victor Orbán ale także przywódcy Rumunii czy ostatnio prezydent Chorwacji. Osobiście nie zaliczam się co prawda do wielkich entuzjastów koncepcji tzw. „Międzymorza”, ale trzeba przyznać, że jeszcze nigdy nie było tak dogodnych warunków jak obecnie, by ideę tę spróbować w rozsądnym wymiarze wprowadzić w życie. Aby tak się stało, poza wejściem w rolę przywódcy państw regionu musimy stać się rzecznikiem ich interesów.

Słabsze z powodu masowego napływu imigrantów Niemcy, Francja czy Włochy niekoniecznie muszą być więc naszym kłopotem. Ich słabość może być nasza siłą. By tak się stało, musimy od romantyzmu przejść do realizmu. Powinniśmy też pamiętać o dwóch fundamentalnych sprawach. Po pierwsze, o braku zgody na przyjmowanie w naszym kraju imigrantów. Tu powinna obowiązywać bezwzględnie zasada: ani kroku wstecz. Nie możemy bowiem pozwolić, by źródło siły stało się źródłem problemów. Po drugie, nie powinniśmy zgadzać się na wyizolowanie w UE Wielkiej Brytanii (przynajmniej do momentu, w którym jesteśmy członkiem Unii). Lepszego sojusznika w walce o Europę Ojczyzn, nie zaś ojczyznę eurokratów, nie znajdziemy.

Słowem, przy rozsądnej polityce możemy dołączyć do chóru zwolenników przyjmowania tysięcy imigrantów. W Niemczech…