Logo
Mit współczesnej elity narodowej

Michał Patyk

student, sekretarz redakcji i publicysta „Mysl24.pl”, współpracownik portalu „ProstozMostu.Net” oraz kwartalnika „Myśl.pl”.

6 maja 2016 15:05

Nigdy nie brakowało, nie brakuje i nie zabraknie także w przyszłości – osób pragnących należeć do elity – abstrahując od tego, czym ta elita w rzeczywistości by była. Od prawa do lewa mnożą się samozwańcze elity polityczne, intelektualne czy kulturalne. Licytacje na swoją wyjątkowość nie są czymś rzadko spotykanym we współczesnej Polsce. I zasadniczo powinniśmy cieszyć się z tego, że pragnienie rozwoju oraz polepszenia swojej sytuacji wciąż pobudza naszą fantazję i determinuje nasze postawy. Żal jednak, że elity dnia dzisiejszego swoje piedestały muszą budować same. Jeszcze większy żal, że naszym elitom brakuje rzeczywistej mocy i wpływania na życie nawet najmniejszych społeczności lokalnych. 
    
W niniejszym artykule nie będę zajmował się wszystkimi polskimi elitami, które obwieściły narodowi swoje powstanie. Nie poświęcę uwagi elitom III RP – jedynym, które zdołały zasmakować niepodważalnej Prawdy. A przynajmniej tak przedstawiają swoje poglądy i w duchu tej myśli odrzucają poglądy odmienne. Wszak wiadomo, że albo jesteś z nami, albo przeciw nam. Albo uznajesz nasze zasady i nasze wartości – albo jesteś faszystą. Nie. Z tymi elitami, w tym artykule nie będę się spierać. 

Pragnę natomiast poświęcić się rozważaniom nad elitą znacznie mi bliższą. Elitą, do której naprawdę chciałbym należeć. Mowa o elicie skupionej wokół polskiej idei narodowej. Idei piękniej – idei szlachetnej oraz idei potężnej w przedwojennej Polsce. Idei, która zbudowała naród, gdy ciążył nad nim bicz zaborców. Idei, której swe serca poświęciło wiele wybitnych postaci z świata polityki i kultury. 

Zanim wskażę to, co według mnie jest złego we współczesnym obozie narodowym – zaznaczę, iż nie czynię tego z przekory czy niechęci do kogokolwiek. Jedyną motywacją, która mi w tym momencie przyświeca, to troska o przyszłość tego obozu. Uważam, że polski narodowiec, to człowiek, który może i powinien dzierżyć ster polskiej polityki i życia społecznego. Chciałbym jednak, by ten narodowiec spokojnie zastanowił się nad jakością swojej służby. Mam świadomość, że z racji wieku i swojej działalności moje kompetencje do oceny współczesnego obozu narodowego nie są zbyt wielkie. Nie w tym jednak rzecz, by odzywały się same wybitne autorytety. Wierzę, że gorzka refleksja zrodzi więcej dobrych owoców niż wymuszona laudacja motywowana lojalnością i solidarnością. 

I znów, zanim przejdę do części właściwej – dam świadectwo swoim słowom, by nie zostać posądzonym o czcze gadanie. Nie szukam winy w innych, jednocześnie wybielając siebie samego. Jeśli ktoś spyta mnie – co zrobiłem, by zmienić stan rzeczy, który krytykuje, to odpowiem mu, że niewiele. I nie widzę w tym powodu do dumy. Mam poczucie niewykorzystanego czasu i zmarnowanego potencjału. Mam poczucie złej służby idei narodowej. Żałuję wielu swoich postaw ograniczonych do słów i pozbawionych czynów.  Jednak nie ubiorę worka pokutnego i nie porzucę swoich ideałów. Znów postawię przed sobą obraz doktora Antoniego Troczewskiego przypominając sobie, że innej drogi nie ma. 

Gdy już przyznałem się do tego, co we mnie złe – czas na to, bym wskazał co za mizerne uważam we współczesnych spadkobiercach idei narodowej. Główny problem widzę w złudnym poczuciu elitarności. W poczuciu, za którym nie podąża realna pozycja. Przedwojenna endecja skupiała ludzi wybitnych zarówno pod względem osobowości, jak i umiejętności. Literaci, prawnicy, doktorzy, nauczyciele akademiccy, przedsiębiorcy – ci ludzie nadawali kształtu idei. Nie musieli wykrzykiwać haseł o swojej wyjątkowości i nie domagali się uznania za wszelką cenę. Odmieniali rzeczywistość lokalnych społeczności i podnosili utrudzony naród z kolan, bo prezentowali jakość niedostępną nam współczesnym. Gdy oni głosili kult rzeczywistej pracy i pracę podejmowali – my tylko głosiliśmy i tylko głosimy nadal. Czyny nasze są albo zbyt małe, albo nie ma ich wcale. W tym miejscu chylę czoła przed tymi, którzy podejmują chociaż najmniejszy trud, jednocześnie życząc im, by zintensyfikowali swoje działania i nie ustawali w podnoszeniu poprzeczek. 

Również i wartość intelektualna współczesnego obozu narodowego nie jest w stanie mierzyć się z przedwojennymi umysłami. Ilu profesorów, myślicieli i publicystów skupia współczesny ruch narodowy? Ilu lokalnych liderów i obrotnych przedsiębiorców utożsamia się z dzisiejszym ruchem narodowym? Oczywiście, wiem, że lata ciosów z rąk nazistów, komunistów i postkomunistów musiały odcisnąć wielkie piętno. Jednak zupełnie nie rozumiem definiowania siebie jako organizacji elitarnych. W czym ta elitarność ma się przejawiać? W słowie? W odczuwaniu? Smutną refleksją jest stwierdzenie, iż współczesny ruch narodowy ma mizerne zaplecze intelektualne. Poza jednostkami ze świata nauki i biznesu, którym dziękuję za swoją obecność – potencjał tego zaplecza jest zbyt słaby, by przemówić do społeczeństwa. 

Jeśli idea narodowa ma wydać na świat owoce, to konieczne jest spojrzenie prawdzie prosto w oczy – ruch narodowy nie odgrywa obecnie znaczącej roli w przestrzeni publicznej. Jego hasła przejmuje partia rządząca i skutecznie zjednuje sobie zwolenników. Krzykactwo, awanturnictwo i pycha, to nie są atrybuty skutecznego polityka i społecznika. I na pewno nie są to atrybuty narodowca. Brak umiejętności kreowania rzeczywistości to bariera, ale bariera do przezwyciężenia żmudną pracą nad sobą. Idea, której służymy, i której chcemy służyć wymaga od nas dyscypliny i pokory. Dlatego nie warto mówić o elicie, dopóki nie zdobędzie się realnych wpływów i narzędzi do tworzenia nowej rzeczywistości. 

Czas wrócić do korzeni. Do autorytetów przedwojennej Polski, którzy służyli poprzez wypracowanie odpowiednich proporcji między słowem i czynem. Wspominam o konieczności odwołania się do najpiękniejszych postaci i refleksji nad ich postawami. Czas odmitologizować ruch narodowy i przypomnieć współczesnym o jego latach świetności. Czas czynić to mądrze. Nowocześnie, ale w zgodzie z rdzeniem ideowym. Tak jak ci, z których wyszliśmy. Jak ci, którzy elitą istotnie byli. Dlatego nieustannie pracujmy nad tym, by każdego dnia przedstawiać „wyższy typ człowieka”, a tym samym mocniej poczuwać się do obowiązków wobec narodu.