Logo
Murzyńskość dla zaawansowanych

Przemysław Piasta

historyk i przedsiębiorca, prezes zarządu Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego, w latach 2005-2006 wicemarszałek województwa wielkopolskiego.

5 października 2016 09:29

Wiecie może Państwo kim jest dżentelmen o czysto polsko brzmiącym nazwisku: Robert Grey? Otóż jest to nowy wicemister spraw zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej. Jak mogliśmy wyczytać na stronie intranetowej MSZ, Mr. Grey „ukończył studia w University of Massachusetts (filozofia i socjologia) oraz New School University w Nowym Jorku (stosunki międzynarodowe, specjalizacja Rządy i Prawo). Był regionalnym doradcą legislacyjnym w Senacie stanu Massachusetts. Spędził rok w Afryce gromadząc materiały o skuteczności partnerstw z organizacjami międzynarodowymi i ON. W Kambodży badał przestrzeganie praw człowieka. Pracował w firmie Putnam Investments w Bostonie. Następnie wyspecjalizował się w stosunkach międzynarodowych, zwłaszcza dyplomacji ekonomicznej i negocjacjach oraz w budowie partnerstw pomiędzy sektorem prywatnym i państwowym. W latach 2005-2008 pracował w siedzibie ONZ w Nowym Jorku, gdzie kierował Biurem ds. Partnerstw. Od 2008 do 2010 r. był dyrektorem zarządzającym ds. Partnerstw World BPO Forum przy współpracy ONZ (Nowe Delhi/Nowy Jork). 

Od 2010 r. pracuje w Polsce. W latach 2010-2013 był dyrektorem ds. stosunków międzynarodowych i partnerstw Instytutu Studiów Wschodnich i Forum Ekonomicznego w Krynicy, a w latach 2012-2013 doradcą Zarządu Polskiego Holdingu Obronnego/Grupy Bumar. Od 2013 do 2014 r. pełnił funkcję dyrektora ds. komunikacji i relacji zewnętrznych Uniwersytetu Warszawskiego. Następnie (2014-2016) był dyrektorem operacyjnym i członkiem zarządu funduszu venture capital Xplorer Fund w Warszawie, a także prezesem zarządu Fundacji Globe Forum. Od maja 2016 r. był doradcą w Gabinecie Politycznym ministra spraw zagranicznych.”.Tyle cytatu.

Imponujący dorobek, choć dość luźno związany z krajem gdzie bursztynowy świerzop, gryka... i tak dalej. Pewnie stąd w moim podstępnym umyśle zrodziła się myśl, że być może Mr. Grey nie jest wcale obywatelem naszego pięknego państwa. Na szczęście ktoś w ministerstwie zachował rewolucyjną czujność i wnet na przywołanej stronie zamieścił informację, że pan  Robert Grey pochodzi z... Rawy Mazowieckiej! Obecnie szczęśliwie powrócił na Ojczyzny łono.

Czyli wszystko w porządku – swój chłop. Co za ulga. Tak na marginesie dawno nie byłem w okolicach Rawy Mazowieckiej ale z tego co pamiętam w co drugiej zagrodzie mieszka tam jakiś Grey, Brown albo chociaż Wolfowitz.

MSZ taktownie milczy w zakresie obywatelstwa Mr. Greya. W tym również nie należy dopatrywać się niczego dziwnego. Szanujące się państwo na stanowiska ministerialne powołuje wyłącznie własnych obywateli. A przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie wątpi, że rządzona przez orły PiS-u Polska jest państwem szanującym się.

Zresztą nawet gdyby minister Grey miał paszport Lesotho nie byłoby w tym nic zdrożnego. W końcu mamy już historyczne przykłady udanych transferów. Na przykład Konstanty Rokossowski, który w swym bogatym życiorysie łączył rolę marszałka Polski i Związku Radzickiego, a przez pewien okres w ramach dbałości o cywilną kontrolę nad armią podjął się niełatwej funkcji wicepremiera PRL. Choć gwoli uczciwości trzeba przyznać, że nasi poprzedni protektorzy zachowali choć na tyle przyzwoitości, by swoim namiestnikiem mianować kogoś, kto  przy odrobinie fantazji mógłby faktycznie uchodzić za Polaka, a nawet ponoć faktycznie się za niego uważał (do czego zresztą miał pełne podstawy). Cóż to były inne, sentymentalne czasy. Dzisiaj już nikt nie bawi się w takie ceregiele.

Zresztą nie dziwmy się naszym amerykańskim sojusznikom. Ile można było ciągać  Srebrnego Lisa Dyplomacji do ambasady po wskazówki. Toż to człowiek schowany i niemłody. Ze względów czysto humanitarnych lepiej było zainstalować w MSZ swojego urzędnika. Stąd właśnie pojawił się Mr. Grey.

Pomyślicie Państwo zapewne, że, wyrażając się językiem mocno potocznym, robię sobie jaja. No pewnie, że robię. A co innego pozostaje? Zapewniam jednak, że jest to śmiech przez łzy. Żal patrzeć jak wycierający sobie gęby patriotycznym frazesami politykierzy sprowadzili nasz kraj do poziomu Ukrainy. Wstyd oglądać skundlenie polityki prowadzonej przez dumny niegdyś naród.

Niestety, w wyborach 2015 roku wybraliśmy jak wybraliśmy. Teraz płacimy za to cenę. A to dopiero początek rachunku. Mam dla Państwa zdecydowanie złe wiadomości: będzie gorzej.