Logo
Nasza edukacja

Maciej Badowski

działacz Młodej Endecji.

4 stycznia 2017 09:23

Wagę edukacji ludzie doceniają już od tysięcy lat, dlatego starają się przekazywać jak najwięcej ze swych doświadczeń i wiedzy następnym pokoleniom. Dbają o to, aby ich dzieci nie musiały zaczynać wszystkiego od początku – tak tworzy się cywilizacja, to zapewniało nieustanny postęp i rozwój społeczny. Edukacja miała zapewnić młodemu człowiekowi łatwiejszy start w życie i lepszy byt, ale przede wszystkim miała nauczyć go myśleć. Niestety, dzisiaj nie jest to już tak oczywiste, a winą za obecny stan edukacji można obarczyć sam system.

 

Chyba każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, że edukacja winna być priorytetem każdego państwa, szczególnie w tych krajach, które mają za sobą lub są w trakcie transformacji ustrojowej, pod którym to pojęciem rozumiem państwa borykające się ze swoją komunistyczną przeszłością, państwa postkolonialne oraz inne będące w stanie zmian ustrojowych. Wraz z przemianami w gospodarce, ustroju czy polityce musi iść w parze metamorfoza mentalności społeczeństwa. Co, jak nie edukacja jest w stanie dokonać takiego przekształcenia w świadomości milionów, co innego może wykształcić nowe światłe elity, wytworzyć etos obywatelski, wychować młodzież w świadomości poczucia odpowiedzialności za wspólnotę i państwo? Jednak, czy nasz system oświaty spełnia pokładane w nim nadzieje - myślę, że nie do końca. Wielu z nas jest rozczarowanych realiami polskiego szkolnictwa, zarówno na poziomie podstawowym, średnim jak i wyższym, jednak zanim zaczniemy narzekać, warto czasem zwrócić uwagę na źródła problemu - na przyczyny naszego niezadowolenia.

Jedną z wielu bolączek trapiących nasz system edukacji jest nie nadążanie za rzeczywistością. Szkoła oparta o dziewiętnastowieczny wzorzec, nie jest w stanie do końca odpowiadać na dzisiejsze potrzeby. Konieczne są zmiany w samej formule prowadzenia zajęć, jak i w programie dydaktycznym. Zamiast uczenia wszystkich tak samo i tego samego, dzieci i młodzież trzeba zainteresować, pomóc w rozwijaniu ich własnych talentów,  nauczyć rozwiązywania problemów - samodzielnego myślenia. Także system finansowania oświaty nie stwarza szans na podniesienie poziomu kształcenia. Pieniądze wędrują za uczniem bez względu na poziom nauczania, oprócz tego nie istnieje żaden impuls finansowy, który motywowałby uczelnie do podnoszenia poziomu edukacji. Jakby tego było mało, administracja narzuca szkołom i uczelniom sztywne wymagania dotyczące, z jednej strony zatrudniania odpowiedniej kadry naukowej, która zamiast pracować nad poprawianiem własnej pracy dydaktycznej musi w pierwszej kolejności zajmować się wypełnianiem administracyjnych przepisów, a z drugiej narzuca odgórny, jednakowy dla wszystkich program nauczania. Nie może być w takiej sytuacji mowy o jakiejkolwiek autonomii czy swobodzie placówek edukacyjnych – państwo finansuje więc oczekuje przestrzegania stawianych przez siebie zasad i wymogów, a jeśli ktoś się nie dostosuje, to zwyczajnie nie dostanie dotacji, choćby nawet poziom jego nauczania był na bardzo wysokim poziomie. 

 

Widzimy więc, że bez znaczących zmian w systemie edukacji obejść się, właściwie nie możemy. Potrzeba oddolnej inicjatywy wychodzącej od tych, którzy na co dzień zajmują się oświatą, nie od biurokratów i urzędników. Musimy doprowadzić do tego, aby stwarzać w naszym systemie warunki do samoczynnej innowacji, należy znieść, nadmiernie blokujące szkoły i uczelnie ograniczenia tak, aby mogły wprowadzać udoskonalenia w obszarze kształcenia oraz zatrudniać najlepszą kadrę. Jeśli pozwolimy na pewną dozę autonomii i niezależności, a poszczególnym placówkom na rywalizację o uczniów, wtedy powstanie system lepiej dostosowany do naszych potrzeb i rynku pracy. Moim zdaniem świetnym pomysłem na reformę szkolnictwa byłby projekt autorstwa Miltona Friedmana, który proponował zastąpienie obecnego systemu publicznej edukacji przez tak zwane „bony edukacyjne”. Reforma polegałaby na tym, że na każde dziecko w wieku szkolnym rodzice otrzymywaliby, określoną przez rząd kwotę pieniędzy w formie weksla, możliwą do zamienienia na gotówkę tylko przez szkoły, które spełniają pewne zasady określone przez państwo. Stworzyłoby to konkurencyjny rynek edukacji, w którym zarówno szkoły prywatne jak i publiczne mogłyby rywalizować na w miarę równych warunkach o uczniów, oferując w zamian efektywniejsze i tańsze formy nauczania. Rodzice zyskaliby większy wybór, zastanawiając się, która palcówka edukacyjna będzie lepsza dla ich dzieci, mieliby także wpływ na to, czego i w jaki sposób są nauczane ich pociechy. Jeśli chodzi o studia wyższe to można zaproponować to samo rozwiązanie lub nieco odmienny system - tanich kredytów studenckich. Młody człowiek chcący studiować mógłby dostać od państwa pieniądze na edukację, w formie kredytu długoterminowego, który byłby później przez niego spłacany od przyszłych zarobków.

„Uwolniony” rynek edukacji mógłby się swobodnie kształtować i dostosowywać do potrzeb społeczeństwa oraz gospodarki. Szkoły i uniwersytety zostałyby niejako zmuszone do nieustannego zabiegania, zarówno o poprawianie jakości kształcenia jak i o bilansowanie swoich finansów oraz wykorzystywanie ich w odpowiedni sposób. Zatrudniano by także najlepszych dydaktyków niezależnie od ich tytułów naukowych czy znajomości wśród administracji państwowej. Rodzice zyskaliby więcej alternatyw jeśli chodzi o nauczanie własnych dzieci i nie byliby zmuszeni ich posyłać do szkoły, która nie spełnia ich oczekiwań. Młodzi obywatele chodząc do różnych szkół, o rozmaitych formach edukacyjnych, mieliby możliwość zdobywać umiejętności i doświadczenia, odmienne w stosunku do swoich rówieśników. Zapewniłoby to pełen pluralizm w życiu społecznym i politycznym, różne sposoby myślenia, patrzenia na daną sprawę czy problem, a także najlepsze możliwości ich rozwiązywania. Porządna edukacja stałaby się pierwszym krokiem do wykształcenia, mam nadzieję, świadomego społeczeństwa obywatelskiego z prawdziwego zdarzenia.

Szkoła i uniwersytet powinny stać się miejscem, gdzie kształtowane będzie społeczeństwo w sposób przystający do realiów XXI wieku. Mają być kuźnią obywatelskiego zaangażowania, stwarzać klimat dla powstawania nowych idei, myśli, które będą wpływały na obraz gospodarczy i polityczny naszego kraju. Dobrze wiemy, że  Polsce niezbędna jest nowa, wykształcona elita, która ujmie ster rządów w państwie, dlatego szczególnie w naszym przypadku, oświata powinna być priorytetem narodowym numer jeden.