Logo
Polityczne Opole i niepolityczne pole

Krzysztof Gędłek

Absolwent politologii, doktorant. Publicysta portalu Polonia Christiana24.pl. oraz kwartalnika „Myśl.pl”.  Pasjonat polskiej myśli politycznej XIX i XX wieku, szczególnie w okresie po 1945 roku. 

7 czerwca 2016 09:37

Wystarczył rzut oka na tegoroczny festiwal w Opolu, a od razu nasuwały się skojarzenia polityczne. Zupełnie inaczej niż na marszu KODowców – tam była jedność, miłość i dobra zabawa. W końcu dwóch kabareciarzy i bonmociarzy – Kwaśniewski i Komorowski – szło tam w najlepsze pod rękę.

Gdybym miał tzw. dłuższą chwilkę napisałbym do prezesa Jacka Kurskiego list, by zrobił porządek z festiwalem w Opolu. W niemal wszystkich piosenkach – przynajmniej tych śpiewanych w niedzielny wieczór - dały się słyszeć polityczne apele, wezwania, alegorie i metafory. „Jak usłyszeć siebie, pośród śpiewu tłumu?” –słyszę jedną z najbardziej znanych polskich piosenek i wiem, o co chodzi. To jasne – jak tłum, to tylko na KODach! W innym miejscu Bartosiewicz śpiewa charakterystycznym głosem: „wskazówkę ujmij w dłoń i cała wstecz”. Wstecz? Jak to „wstecz”?! Czyżby poczciwej Edycie marzył się powrót do rządów koalicji PO-PSL? Nie może być!

Jednak prawdziwym szczytem antysystemowości była piosenka „Przeżyj to sam” – to rzecz wprost zachęcająca do rewolty przeciwko reżimowi. Jeśli dodać do tego Dodę wykrzykującą refrenem „Nie daj się!” – nie mamy wątpliwości! Z Opolem jest kłopot. I to znacznie poważniejszy niż gwizdy cudzoziemców. Dlatego prezes Kurski – jeśli oczywiście znajdzie chwilę w natłoku spraw – powinien jak najszybciej ukrócić artystyczną samowolę i pogardę dla władzy. Z politycznego klucza w Opolu wyłamała się bowiem jedynie urocza Kasia Stankiewicz, której „Orła cień” nie przekazał żadnej konkretnej treści, ale tylko dlatego, że nie wiadomo tak naprawdę, o co w tej piosence chodzi.

Natomiast na innej imprezie – warszawskim marszu KOD – było już absolutnie jednoznacznie i wesoło. Pod rękę maszerowali Komorowski i Kwaśniewski. Para wesołych eksprezydentów, z których każdy błysnął w przeszłości jakąś dykteryjką, anegdotą czy zgoła nieprzystojnym zachowaniem, stanęła na czele obrońców demokracji, świętując 4 czerwca, jako dzień wolności. To zabawne, że świętował Kwaśniewski, bowiem gdyby elity solidarnościowe były nieco bardziej przenikliwe i mniej podatne na manipulacje, najprawdopodobniej wolność zamieniliby mu na kilka – lub kilkanaście – lat niewoli.

W każdym razie nic dobrego się nie dzieje. Poza zmianą oczywiście. Bo tak normalnie to ulice pełne rebeliantów, zaś na koncertach moc dwuznacznej sztuki. I tylko sondaże coś zgrzytają, bo słupki nie wędrują w stronę, w którą powinny. Taki psi los opozycji, by je śledzić i z łezką w oku wypatrywać choćby minimalnego drgnięcia. Jak dotąd, cholera, słupki stoją w miejscu. A przynajmniej jeden – ten najważniejszy.