Logo
Polska w ruinie czy wymagająca remontu?

Marcin Rezik

politolog, absolwent Uniwersytetu Śląskiego.

14 grudnia 2016 13:21

Poniższy tekst nawiązuje do artykułu pana Dariusza Janusza Strzelczyka opublikowanego na łamach portalu Prostozmostu.net 5 grudnia http://prostozmostu.net/opinions/dlaczego-endecja/. Napisany został świeżo po kongresie Stowarzyszenia Endecja, z powstaniem którego wielu wiąże nadzieję na restaurację narodowo-demokratycznego sposobu myślenia w życiu publicznym. Ja także, choć póki co zajmuję pozycję tylko obserwatora, widzę spory potencjał w nowo powstałym ruchu i gorąco kibicuję nader ambitnemu projektowi stworzenia kuźni nowych elit politycznych Polski. Jest to niejako nawiązanie do przedwojennych koncepcji endecji, odsuniętej w tym czasie przez autorytarne rządy sanacji od sprawowania faktycznej władzy. Plany te brutalnie zburzył wybuch II wojny światowej, która pochłonęła życie wielu najwybitniejszych obywateli Rzeczpospolitej, także ze środowisk narodowych. Jej konsekwencje, przede wszystkim uzależnienie od Związku Sowieckiego i narzucenie Polsce komunistycznej ideologii, nie pozwoliły na pełne odrodzenie się elit w PRL-owskiej rzeczywistości.

W nawet jednak tak niesprzyjających warunkach przetrwały resztki inteligencji, mającej przedwojenny rodowód. To dzięki m.in. takim osobom jak Wiesław Chrzanowski czy Jan Olszewski doszło w Polsce do bezkrwawej zmiany systemu politycznego i genezy nowych formacji politycznych, nawiązujących do tradycji Polski niepodległej. Oczywiście, ustrój polityczno-ekonomiczny, który budowaliśmy po 1989 r.  nie był wolnym od wad, czy wręcz patologii. Sam mam dość krytyczny stosunek wobec dorobku ostatnich 27 lat. Wiele rzeczy można było zrobić lepiej i szybciej, szczególnie, gdy patrzymy na nie z dzisiejszej perspektywy. Nie pokusiłbym się jednak na stwierdzenie, że był to czas stracony, w którym niczego trwałego nie udało nam się zbudować.

To co moim zdaniem głównie charakteryzowało endecję przedwojenną to chłodne spojrzenie na rzeczywistość, umiejętność klarownej oceny sytuacji i formułowanie realistycznych programów politycznych. Nawoływanie do zmian rewolucyjnych należało w tym środowisku do rzadkości. Będąc wierny takim założeniom, należałoby dokonać obiektywnej i pozbawionej emocji oceny ćwierćwiecza funkcjonowania III Rzeczpospolitej. Niewątpliwie najważniejszą wartość stanowi fakt, że Polska jest państwem w pełni suwerennym. Oczywiście owa niezależność wygląda inaczej niż ta z przełomu XIX i XX w, co jest efektem globalizacji i rozwoju organizacji międzynarodowych. Nie ma już jednak żadnego "wielkiego brata", z którym musielibyśmy konsultować swoje wewnętrzne decyzje, żyjąc w permanentnym strachu przed "przyjacielską" interwencją.

 

Suwerenność to fundament, konieczny, ale jednak tylko wstęp, w budowie silnego i bogatego państwa. Na ile nam się udało zbudować takie po upadku PRL? Ocena pana Dariusza Strzelczyka jest jednoznacznie negatywna: "Po pierwsze, od wielu dekad państwo polskie znajduje się w stanie permanentnej zapaści. Dotyczy to nie tylko stanu gospodarki i wynikających z niej finansów kraju, ale także, a może przede wszystkim stanu tych, którzy od wielu lat nazywają siebie klasa polityczną." Myślę, że to zbyt katastroficzna wizja. Przez ten czas jednak w Polsce udało trochę zbudować, a przeciętny poziom życia Kowalskiego Anno Domini 2016 jest nieporównanie wyższy niż obywatela PRL sprzed przełomu. Prawie każdy jeździ do pracy samochodem, korzysta z laptopa i internetu oraz posiada telefon komórkowy. Używanie tych dóbr nie wydaje nam się dzisiaj niczym szczególnym. Dla wielu obywateli epoki Jaruzelskiego "maluch" w garażu był nieosiągalnym szczytem marzeń.

Po tym, co napisałem wyżej, ktoś mógłby mylnie zakwalifikować mnie do szeregu apologetów III Rzeczpospolitej. Nie o to mi jednak chodzi. Pragnę raczej zwrócić uwagę, że Polska nie znajduje się w kompletnej ruinie, nie trzeba wszystkiego zaczynać od początku, istnieją pewne podstawy, na których można prowadzić bardziej mądrą i efektywną politykę.

Zgadzam się z Panem Dariuszem, który ubolewa na stan obecnych elit politycznych i zawładnięcie debaty publicznej przez partie, które poświęcają znacznie więcej energii  na wzajemne zwalczanie się niż tworzenie programów i konstruktywny dialog. To prawda, że brakuje autorytetów, które potrafiłyby rozładować wzrastające napięcie i zmusić zwaśnione strony do prowadzenia rozmowy. Polska potrzebuje nowego powietrza w postaci wymiany elit. Powstanie Stowarzyszenia Endecja jest szansą na wykrystalizowanie się grupy ludzi, mającej mądrość, siłę i wytrwałość, aby poprowadzić Polskę we właściwym kierunku. Wierzę, że w Polakach drzemie ogromny potencjał, który przy dobrych rządach, mógłby być w pełni wykorzystany. Dzięki pomysłowości i pracowitości polskich przedsiębiorców udało nam się odnieść niejeden sukces, w często nie do końca przyjaznej atmosferze politycznej. Jestem przekonany, że Polska nie znajduje się w stanie ruiny. Przypomina raczej dom wymagający remontu, który powinien zostać odnowiony przez młodych, pełnych energii, ludzi.