Logo
Pucz czy cyrk? – Niekompetencja organizatorów

Damian Rubik

Absolwent Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Na co dzień specjalista do spraw marketingu i public relations. Członek stowarzyszenia Endecja w Wielkopolsce. Pasjonat historii i literatury.

20 stycznia 2017 13:02

„Nie ważne co o mniemówią, ważne żeby poprawnie pisali moje nazwisko” – głosi słynny cytat Phineasa Barnuma, wypowiedziany ok. 150 lat temu przez tego amerykańskiego przedsiębiorcę, uważanego za prekursora reklamy. Obserwując wydarzenia, które miały miejsce na scenie politycznej można odnieść wrażenie, że właśnie taką przestarzałą strategię marketingową przyjęła część opozycji.

Nie przypadkowo przywołałem postać Phineasa Barnuma. Ten amerykański polityk i biznesmen w jednym zasłynął m.in. z założenia Barnum & Bailey Circus.Mam wrażenie, że liderzy opozycji postanowili  naśladować go i jego strategię nie tylko poprzez permanentne pokazywanie się w mediach, ale także stworzyli własne widowisko rozrywkowe. A zresztą, definicja słownikowa terminu cyrk (cytuję za słownikiem pwn: namiot z areną w środku, w którym odbywają się popisy akrobatyczne, występy klownów, popisy tresowanych zwierząt) lepiej opisuje to, co działo się na przełomie grudnia i stycznia w Sejmie oraz na ulicachniż słowo pucz (ten sam słownik: zamach stanu dokonany przez grupę wojskowych).

Akcja dla akcji

Zaczęło się z pompą. Na ulicy Wiejskiej pojawili się przeciwnicy rządu, było blokowanie wyjazdu posłów, rzucanie się pod auta, przepychanki z policją i ataki na dziennikarzy. W budynku Sejmu trwała blokada mównicy, na korytarzach doszło do przepychanek, aposłów PiSu zmuszono do przeprowadzki. W mediach zagranicznych pojawiły się przebitki z tego co dzieje się w stolicy. Jednak im dalej w las tym gorzej i można śmiało powiedzieć, że zabrakło kompletnie pomysłu na dalsze kroki i wykorzystanie eventu (a może nie pomysłu, a kompetencji organizatorów?). Kiedy planuje się kampanię reklamową należy dokładnie opracować jak ma wyglądać zachowanie odbiorcy komunikatu. Nie chodzi tylko o to, żeby coś usłyszał, ale żeby coś z tym zrobił (np. jak zobaczył reklamę na stronie internetowej, to żeby w nią kliknął, jak już kliknął, to trzeba zachęcić, by kupił reklamowanyprodukt). Nie robi się reklamy tylko po to, żeby ją zrobić, ale żeby osiągnąć za jej pomocą określone korzyści. Co miało na celu całe wydarzenie w Sejmie? Raczej nic. To tak jakby zrobić plakat reklamowy imprezy, nie podając na nim jej nazwy ani terminu.

Prosty sposób na marnowanie potencjału

O zaniedbaniach popełnionych podczas tego wydarzenia przez opozycję można napisać cały cykl artykułów. Natomiast te najbardziej kardynalne błędy to: czas, powód i ludzie. Organizowanie protestu (ze względu na skalę i formę nie było to spontaniczne zgromadzenie) w okresie świątecznym jest głupotą. Gdy protest się zaczął, to większość Polaków była zajęta zakupami i przygotowaniami do Bożego Narodzenia. Nie było czasu na śledzenie doniesień medialnych, a co dopiero wychodzić na ulicę. Spędzanie przez posłów Wigilii na sejmowym korytarzu wydawało się raczej śmieszne i bezsensowne niż dramatyczne, bo niebyli tam trzymani na siłę. Święta dla Polaków są symbolem spokoju i nikt nie lubi jak się je zakłóca awanturą.Drugibłąd to powód protestu. Trudno było zrozumieć o co chodzi protestującym (Wyrzucenie posła z sali? Zmiany w poruszaniu się dziennikarzy po Sejmie? Ustawa budżetowa? Trybunał konstytucyjny?). Na sam koniec już niewiele osób potrafiło powiedzieć po co jest protest. Zabrakło znalezienia dobrego powodu i konsekwentnej komunikacji. Trzecibłądto brak jednego lidera. Było kilka osób, które próbowały stać się twarzą „puczu” m.in. Ryszard Petru, Grzegorz Schetyna, Mateusz Kijowski. Przez to ich działania, co było widać już na koniec protestu, były nieskoordynowane, sprzeczne i chaotyczne.

Przegrani i wygrani

Po sondażach widać, że najbardziej wizerunkowo straciła .Nowoczesna oraz jej lider Ryszard Petru. Jego wpadki takie jak brak komunikacji z posłami własnej partii, ostentacyjne odcinanie się od mediów, sylwestrowy wyjazd i romans dość mocno nadszarpnęły jego wizerunek zimnego profesjonalisty. W dodatku krążące plotki o rzekomym rozpadzie partii czy nawet depresji lidera mu nie pomagają.Wizerunkowo przegrały też partie polityczne: .Nowoczesna (w sondażach) oraz Platforma, która poza byciem opozycją totalną, nie ma nic do zaoferowania własnym wyborcom. Nikt nawet nie trudził się na koniec protestu udawać, że coś wygrał, wywalczył i można było kompromisowo odpuścić ekipie rządzącej.Natomiast moim zdaniem jeżeli ktoś z opozycji coś zyskał,to dwie panie: Joanna Mucha i Joanna Schmidt. Obie w dość wyrazisty, chociaż niekoniecznie w pozytywny sposób przypomniały oswoim istnieniu wyborcom. Pierwsza za sprawą viralowych piosenek i wierszyków, a druga jako bohaterka głośnego romansu.Jednak wizerunek ma to do siebie, że można nad nim pracować i go zmienić, natomiast zyskanie rozgłosu wydaje się trudniejsze.

Zerowy zysk, ogromne koszty

Dzisiaj możemy już stanowczo powiedzieć, że protest niektórych partii opozycyjnych okazał się wizerunkowym fiaskiem. Analizując dokładnie poszczególne działania widać, że wszystko odbywało się w chaosie i bez pomysłu na zakończenie. Nie udało osiągnąć żadnego zysku politycznego, a wręcz przeciwnie, poniesiono ogromne koszty (m.in.czas spędzony przez posłów w Sejmie, utrata kilku punktów procentowych w sondażach przez .Nowoczesną i PO, w przypadku niektórych osób wizerunkowa katastrofa, dodatkowe koszty funkcjonowania ochrony Sejmu). Pomysłodawcom oraz organizatorom całego wydarzenia mogę tylko powiedzieć, że w dzisiejszym świecie, w którym dostęp do informacji jest praktycznie nieograniczony, stosowanie się do słów Phineasa Barnuma jest bardzo szkodliwe. Zresztą, przekonali się już o tym na własnej skórze.

Damian Rubik