Logo
W kajdanach antypoprawności

Piotr Kiernicki

obserwator Polski i Polaków.

13 czerwca 2016 08:32

W dyskusji na temat oceny powstania Stowarzyszenia „Endecja” pojawia się dobrze znany rodzaj argumentów krytycznych. Jest to zresztą zjawisko dość typowe dla środowisk o charakterze epigońskim, których zasadniczym uzasadnieniem istnienia jest – mniej lub bardziej prawdziwa – kontynuacja działa w przeszłości wybitnego. Uwagę takiego środowiska poświęca nie rozwiązywanie problemów, rozwój, pokonywanie nowych doktryny.  Łatwo to zmierzyć chłodnym okiem mierząc energię i czas poświęcone na rzeczone zachowanie czystości, a pozostałe sprawy.

Któż nie chciałby być kapłanem idei w środowisku, w którym władzę posiada ten, kto jest najbliżej Prawdy? Od lat w niewielkim środowisku endeckim trwa nieustająca bitwa o miano jedynego głosiciela myśli narodowej, jedynego prawdziwego kontynuatora myśli Romana Dmowskiego. Raz po raz przed naszymi oczyma odbywa się licytacja na endeckość. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby to była licytacja na twórcze rozwiązania, na innowacyjność myśli, na skuteczne drogi do rozwiązania problemów. Polska i jej problemy nie są jednak ważne. Ważne jest dowodzenie swojej wierności idei Dmowskiego cytując przy tym Mistrza z pasją Świadków Jahowy, prychając z sekciarską wrogością na zwolenników innych interpretacji.

Lata mijają, przychodzą kolejne pokolenia, a narodowcy jak byli, tak i dalej pozostają w dalszym ciągu zajęci sami sobą. Siedzą ukryci przed światem w piwnicach laboratoriów poszukując najczystszej próby endeckości. Polską zajmą się potem.

Tam gdzie w licytacji najcenniejszym kruszcem jest wierność Słowu siłą rzeczy wygrać musi literalne rozumienie idei. Każda, choćby najbardziej ostrożna egzegeza, jest śmiertelnie niebezpieczna. Cóż wspomnieć o takim intelektualnym szaleństwie jak zastąpienie rozumienia literalnego, poszukiwaniem ducha - wartości, które co prawda nie są zapisane expressis verbis, ale bez których stosowanie idei jest jej wypaczeniem. Jest intelektualną kazuistyką, potrafiącą stąpać tylko po przebytych już ścieżkach. Jest ona - nie wyważajmy otwartych drzwi – po prostu talmudyzmem, o którym pisał Feliks Koneczny.

Narodowcy dziś w walce z poprawnością polityczną wytworzyli więc własną antypoprawność, własną antyzbrodniomyśl, rządzącą się tymi samymi prawami, jak kontestowane zjawisko. A przecież istotą starej endecji złożonej z intelektualistów i elity (w dobrym tych słów znaczeniu) było poszukiwanie, a przez to intelektualny spór, śmiałość myśli, nieskrępowanie, a wręcz ekstrawagancja nie dla  niej samej, ale w swobodnym poszukiwaniu najlepszych dróg dla Polski, także w tych obszarach, gdzie inni z przyzwyczajeń czy zakazów szukać ich się nie odważyli. Endecja była niezwykle śmiałym eksperymentem myślowym, który zboczył z udeptanych ścieżek kosmopolityzmu z jednej strony, a romantyzmu z drugiej. Dmowski w intelektualnym wrzeniu upatrywał szansy na pozostawaniu obozu politycznego żywotnym, a przez to stale dobrze Polsce służącym akomodując się do nowych wyzwań. Owa akomodacja, czy nowoczesność, była obok realizmu politycznego jednym z dwóch kluczowych instrumentów endeckiego warsztatu. Po tym poznawaliśmy kiedyś endeków. Kiedyś.

Owszem, zgadzając się z oponentami wobec Stowarzyszenia „Endecja”, obóz narodowy nie jest po to, aby się podobać. Nie istnieje jednak po to, aby się nie podobać. Nie jest politycznym cyganem, którego podstawowym instrumentem jest przekora, nie jest punkiem (dziś się chyba mówi hipsterem), który musi zaprzeczać z zasady wszystkiemu, co przyjęte. Przeciwnie, walczy tylko o to, co jest z punktu interesu narodowego ważne, nie tracąc sił na to, co marginalne, nie otwiera zbytecznych frontów.

Endek nie jest politycznym turpistą, nie musi szokować zawsze i na każdym kroku.

Przekroczenie pieczołowicie pielęgnowanej litery doktryny dozwolone jest w tej hipnotycznej licytacji  tylko w jednej sytuacji: w przypadku zradykalizowania doktryny. Radykalizacja dotyczy nie tylko samych tez politycznych, ale także zwyczajnych narzędzi politycznych, pól walki, form działalności. Normalną miarą polityczną oceny danego instrumentu jest jego użyteczność: jest skuteczny dla osiągnięcia celu albo nie. We wspomnianej licytacji jest jednak inaczej: pojawiają się narzędzia, nazwijmy to koszerne i niekoszerne. Pamiętam bardzo dobrze tych, którzy startujących do Parlamentu Europejskiego (jaskini zła) odsądzali od czci i wiary, pamiętam i tych, którzy start do polskiego Sejmu (siedliska zbrodniczego systemu partyjnego) oceniali podobnie, inni zdradą nazywali start z list Kukiz’15. Ci sami, którzy dziś wołają o pomstę do nieba wobec posłów ze Stowarzyszenia „Endecja” sami niecały rok temu byli przez jeszcze bardziej ortodoksyjnych narodowców obrzucani kalumniami z tych samych pozycji.

Środowisko narodowe od lat przypomina mi matrioszkę. Kiedy już komuś się wydaje, że jest najbardziej wierny Słowu, zawsze znajdzie się ktoś, kto go przelicytuje w radykalizmie i ortodoksji. Ten kto mieczem ortodoksji walczy, zwykle od tego samego miecza ginie. Lata mijają a endecy, coraz mniej do endecji podobni, wciąż rozprawiają sami o sobie.

Jeżeli członkowie danego obozu wszyscy myślą jednakowo, to znaczy, że myślą na komendę, czyli nie myślą wcale” R.D