Logo
Wyważona uchwała

Marcin Rezik

politolog, absolwent Uniwersytetu Śląskiego.

24 lipca 2016 18:30

Trochę spóźniona, bo  jedenaście dni po kolejnej rocznicy upamiętniającej masowe zbrodnie na Wołyniu i w Małopolsce, ale w końcu została przyjęta uchwała Sejmu w sp. ustanowienia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Co istotne, pierwsza izba parlamentu głosowała za nią niemal w całości, inaczej niż dwa tygodnie temu, gdy uchwała o tej samej tematyce była przyjmowana przez Senat. Istniała nawet szansa na jej przyjęcie w drodze aklamacji, jednakże 10 posłów z PO i Nowoczesnej wstrzymało się od głosu.

Tak szerokie poparcie w naszym Sejmie, który jest przecież zwykle daleki od jednomyślności, nie dziwi, jeżeli przeanalizujemy treść uchwały. Jest ona bowiem rozsądną  i daleko lepiej wyważającą proporcję wzajemnych polsko-ukraińskich krzywd niż akt przyjęty 7 lipca przez Senat. Koniecznym, dla szacunku wobec ofiar i ich rodzin, było sformułowanie o nazwaniu zbrodni wołyńskiej ludobójstwem, jeżeli  wobec szacunkowych obliczeń historyków mowa jest o ponad 100 tys. zabitych. Posłowie, zachowując uczciwość, nie pominęli jednak milczeniem polskich akcji odwetowych, przez które przecież również ucierpiała ukraińska ludność cywilna. Tego zabrakło we wcześniej uchwale senackiej, gdzie zamiast tego pojawił się taki bezkrytyczny zapis: "Senat Rzeczpospolitej Polskiej wyraża najwyższe uznanie samoobronom kresowym, żołnierzom Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i innych organizacji niepodległościowych, podejmującym heroiczną walkę w obronie ofiar". To ważne, bo może być zaczynem do dialogu z naszym wschodnim sąsiadem przy podejmowaniu prób  budowy wspólnej narracji historycznej. W uchwale zostały zawarte także wyrazy solidarności z narodem ukraińskim, walczącym o zachowanie integralności terytorialnej. Mają one podkreślać, że trudna historia i różne spojrzenia na pewne, bardzo bolesne, wydarzenia z przeszłości, nie mogą mieć decydującego wpływu na dzisiejsze relacje polsko – ukraińskie.

22 lipca 2016 r. przejdzie do historii jako dzień, w którym Kresowiacy doczekali się w końcu, po 73 latach, oficjalnego aktu prawnego organu władzy RP, upamiętniającego krzywdy ich i ich bliskich. Bardzo długo, za długo, musieli czekać na taki gest. Państwo polskie po latach oddało hołd tym, którzy przez tak długi czas, byli skazani na niepamięć, uzasadnianą niewłaściwie rozumianymi wyznacznikami bieżącej polityki.

Pozostaje pytanie o nasze przyszłe stosunki z państwem ukraińskim. Tutaj wiele zależy od naszego wschodniego sąsiada. Nasza polityka zagraniczna po 89 roku, niezależnie od odcieni i korzeni ideowych kolejnych rządów, miała kierunek zdecydowanie proukraińki. Polska, będąc orędownikiem spraw ukraińskich na Zachodzie, doskonale rozumiała, że silna i niepodległa Ukraina, stanowiąca bufor oddzielający od potęgi rosyjskiej, jest gwarantem także jej bezpieczeństwa. Polskie władze przez lata znosiły gesty strony ukraińskiej godzące w pamięć o ofiarach  ludobójstwa, czczące ideologów ukraińskiego integralnego nacjonalizmu i inspiratorów mordów, argumentując to prawem każdego narodu do posiadania swoich własnych bohaterów. Celem takiej postawy było niewywoływanie niepotrzebnych napięć we wzajemnych dobrych relacjach, tak potrzebnych dla obydwu państw. Zapominano przy tym jednak, że nie da się zbudować długotrwałych i przyjaznych stosunków, nie opierając ich na fundamencie prawdy, który jest potrzebny do wzajemnego zrozumienia i wybaczenia krzywd. Polska wykonała na tej drodze pierwszy krok, nazywając masowe zbrodnie właściwym jej określeniem, nie uchylając się przy tym od swojej odpowiedzialności. Teraz piłka jest po stronie ukraińskiej.

 

 

    Uchwała Senatu RP z dnia 7 lipca 2016 r.