Logo
Z wyklętymi na medialne barykady

Daniel Wójcik

Daniel Wójcik

2 września 2016 12:56

W ostatnich dniach w mediach głównego nurtu, choć nie tylko relacjonowano wydarzenia z Gdańska, gdzie odbywał się pogrzeb dwojga zapomnianych i wyklętych przez PRL bohaterów, którzy mimo znacznej różnicy wieku chcieli innej Polski, niż ta jaka powstała na fundamentach Jałty i Poczdamu. Inka i Zagończyk – żołnierze wyklęci, stali się symbolem, nie tylko niezłomności, hartu ducha i wierności zasadom które wyznawali, ale też symbolem dla nowego pokolenia, które tak jak oni chce innej lepszej Polski. Przez ostatnie lata, a właściwie przez cały okres III RP pamięć o tych ludziach i nie była jednak na topie, a nawet wręcz przeciwnie elity, które u progu nowej Polski przejęły stery nawy państwowej uznawały za niewskazane i wręcz szkodliwe, bo postanowiono budować zupełnie nową tożsamość. Kontrolę nad gospodarką, kulturą, edukacją, środkami propagandowymi przejęła formacja polityczna wywodząca się z tzw. konstruktywnej opozycji w czasach PRL-u, która zdecydowała się paktować z komunistami przy okrągłym stole, na skutek tego właśnie paktu uznano, że dla dobra nowej Polski pewne kontrowersyjne kwestie z historii najnowszej powinny zostać zapomniane, a inne mogłyby zostać przedstawione w zupełnie nowym świetle i tak biografie tzw. wyklętych nadal pozostawały nieodkryte, tak jak ich mogiły, które spoczywały niejednokrotnie w masowych grobach. Z drugiej zaś strony z uwagi na zawarty przy w Pałacu Namiestnikowskim układ, druga strona sporu musiała zostać dowartościowana, a więc niektórzy decydenci z okresu realnego socjalizmu musieli zostać uznani za ludzi honoru. Skutki tej relatywizacji pojęć, ale też historii najnowszej były znacznie głębsze, bo dotykały całej tkanki społecznej- sfery świadomości, tego czym jest i jaki ma być nowy obywatel w nowej Polsce jaka powstała po 1989 r. Elity intelektualne i te sprawujące władzę w państwie uznały, że w imię kompromisu, trzeba zapomnieć o przeszłości i budować przyszłość, dlatego w kampanii wyborczej były prezydent związany z środowiskiem lewicy postkomunistycznej rekomendował rodakom, by wybierali lepsze jutro, głosując właśnie na niego – reprezentanta starej partyjnej nomenklatury. Tego typu slogany, czy hasła wymyślane na czas kampanii wyborczej to tylko jeden z przejawów opisywanego zjawiska, by były i inne, odnoszące się do historii w mniejszym lub większym stopniu. W tym wypadku warto wspomnieć o chęci i budowie nowego człowieka- światłego Europejczyka i konsumenta, a nie Polaka. Szczególnie prym w tym wypadku wiodła gazeta, która za zasadne uznawała, że w nowej rzeczywistości celem nadrzędnym Polski winno być wstąpienie do struktur EWG, a potem UE i roztopienie się polskiej substancji narodowej w morzu nacji europejskich. Polak miał się stać światłym konsumentem i Europejczykiem, który stale będzie myślał raczej o poprawie swojego bytu, a nie o przeszłości, bliższej i dalszej. Lepienie nowej kosmopolitycznej świadomości odbywało się na płaszczyźnie przez wykorzystanie i wytykanie zacofania gospodarczego i cywilizacyjnego w jakim znalazła się Polska po latach komunizmu. Remedium na doszlusowanie do krajów wysoko rozwiniętych miała być nie tylko amnezja historyczna, ale też uznanie bezalternatywności ścieżki rozwoju ekonomicznego państwa w ramach którego aksjomatem była liberalna ideologia, powszechna prywatyzacja, która musiała się odbyć czyimś kosztem, najczęściej koszt ten ponosił zwykły polski robotnik, czy chłop wychowany na tradycyjnych wartościach „ciemniak”, który musiał się pogodzić z nowymi realiami i żyć tak jak zaplanowała to nowa/ stara elita. Ten stan rzeczy przez lata utrwalał się i na horyzoncie sceny politycznej nie było widać żadnych nowych elementów, które mogłyby ów status quo złamać. Nową jakością było wskrzeszenie pamięci o żołnierzach wyklętych, którzy w bezkompromisowej walce starli się zachować etos II RP- niepodległego państwa w czasach nastającej sowieckiej niewoli. Bezkompromisowość i pewność, że w sporze dziejowym właśnie ci ludzie mieli rację, sprawiło, że postawa ta stała się wzorem do naśladowania, zwłaszcza dla ludzi młodego pokolenia, szczególnie dotkniętego plagą bezrobocia czy przymusowej emigracji zarobkowej, wbrew temu co w głównym przekazie medialnym serwowała elita społeczno- polityczna III RP. Wyklęci żołnierze tacy właśnie jak Zagończyk, czy sanitariuszka Inka stali się wzorami, a nie herosi Solidarności jak Wałęsa i inni politycy, którzy przynajmniej z powodów bliskości pokoleniowej związanych z etosem karnawału roku 1980 powinni być ideowo bliżsi młodym ludziom. Aktywność wyrażająca się przez promowanie postaci z okresu aktywności bojowej niepodległościowego podziemia zbrojnego szczególnie po 2010 r, szczególnie na prowincji zaowocowała pojawieniem się na mapie politycznej Polski nowych inicjatyw, które zupełnie oddolnie starały się upamiętnić lokalnych bohaterów, włączając się przy tym w budowę stowarzyszeń, czy tez powołując własne tego typu ramy instytucjonalne dla swojej pracy organicznej. Swoistym fenomenem stał się Marsz Niepodległości, który połączył środowiska narodowe i patriotyczne, które na kanwie etosu wyklętych, zaczęły manifestować swoją obecność w przestrzeni publicznej. Obecnie dzięki tym procesom można powiedzieć, że polska młodzież skręca na prawo i raczej ta tendencja będzie się z czasem jeszcze bardziej utrwalać, nie tylko z uwagi na fakt, że władzę w Polsce przejęła konserwatywna partia, ale z powodów demograficznych. Do lamusa historii odejdzie wizja kraju zbudowanego na liberalnej ideologii, poprawności politycznej i zakłamaniu historii. Doskonale z tego faktu zdają sobie media tzw. głównego nurtu, które obecnie starają się zmienić front i zarzucają narodowej prawicy i konserwatystom, że zawłaszczają symbole i święta narodowe, chcą w ten sposób pokazać, że i lewa strona sceny politycznej zawsze była związana z promocją słusznych patriotycznych postaw. Należy sobie tylko zadać pytanie, czy ktoś w ten przekaz uwierzy i uzna , że jest autentyczny?