Logo
Zakaz handlu w niedzielę

Szymon Łuczak

wiceprezes Okręgu Łódzkiego oraz członek Rady Naczelnej Młodzieży Wszechpolskiej. Student Gospodarki Przestrzennej na Wydziale Ekonomiczno – Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego.

6 maja 2016 14:50

Temat zakazu handlu w niedzielę wraca jak bumerang. Po zmianie władzy na nowy rząd w tej sprawie naciskać zaczął NSZZ „Solidarność”. Idea pozornie szlachetna, jednak zdania na jej temat - podzielone.

Z jednej strony pojawiają się argumenty, że analiza takich pomysłów zależy od tego czy się jest osobą wierzącą czy też nie. Bóg dał swojemu ludowi przykazania, według których mają postępować, a trzecie przykazanie brzmi przecież: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Dla katolików niedziela jest dniem przeznaczonym na Mszę Św., odpoczynek od codziennej pracy i spędzenie go w rodzinnym gronie.  Takie argumenty podnoszą zazwyczaj osoby o narodowym czy też konserwatywnym podejściu światopoglądowym.
Osoby, które nie zgadzają się z powyżej opisanym stanowiskiem argumentują to wolną wolą człowieka, a także „świętym” prawem do własności. Takie argumenty przedstawiają często wyborcy partii KORWiN i osoby, dla których liberalizm gospodarczy jest ważniejszy od konserwatyzmu społecznego. Według nich państwo to organizm terytorialny, który ma zapewnić bezpieczeństwo zamieszkującym ten teren obywatelom, a nie instytucja organizująca sposób zarabiania środków potrzebnych do utrzymania.

A jak widzi to Wszechpolak ze Zduńskiej Woli, który został wychowany w katolickiej rodzinie, przez ponad 10 lat był ministrantem, a jakiś czas pełnił również funkcję prezesa ministrantów w Prowincji Polskiej Księży Orionistów? Według mnie sytuacja aktualna musi ulec zmianie. Obecnie w świecie ogarniętym rządzą pieniądza oraz chęcią zysku należy ograniczyć do rozsądnych granic handel i obowiązek pracy w niedzielę. W Polsce od 1989 roku teoretycznie istnieje kapitalizm i wolny rynek Każdy może pracować i zarabiać pieniądze tak, jak chce. Prawda jest jednak taka, że wielkie firmy (najczęściej zagraniczne), dają swoim pracownikom ultimatum: „albo zgadzasz się na nasze warunki i pracujesz również w weekendy, albo będziemy musieli zakończyć naszą współpracę”. Niestety, taka jest rzeczywistość, a jeśli osoby o poglądach liberalnych temu zaprzeczają, to prawdopodobnie nie doświadczyły jeszcze smaku szarej rzeczywistości. Głoszone przez nich idee są nieżyciowe. 

Pojawią się również zwolennicy tzw. „aktywnego wypoczynku”, którzy pracują po pięć, sześć dni w tygodniu, nie mają kiedy zrobić zakupów, a idealnym miejscem odpoczynku jest dla nich galeria handlowa, gdzie łączą „przyjemne z pożytecznym”. Oczywiście, ale gdyby nie mieli takiej możliwości, to zakupy na niedzielę robiliby po prostu w inne dni tygodnia, a żonę i dzieci zabraliby do parku zamiast na wyprzedaże. I wyszłoby wszystkim na zdrowie.

Moim zdaniem nie należy całkowicie zakazywać pracy w niedzielę, ponieważ jeśli właściciel przedsiębiorstwa chce zarabiać to nie można mu tego zabronić. Inna sprawa, jeśli nakazuje to swoim pracownikom. Kolejnym rozwiązaniem jest ustalenie dopuszczalnych godzin pracy w niedziele i święta (np. między 10 a 16). Ponadto ustawodawstwo podatkowe mogłoby obciążać dodatkowo sklepy handlujące w niedziele i święta. Błędem jest jednak dzielenie przychodów na wygenerowany w niedzielę i inne dni jak chce obecnie zrobić to polski rząd. Wystarczyłoby dla podmiotów handlujących w niedzielę ustalić wyższą stawkę podatku, faworyzując jednocześnie podmioty nieprowadzące działalności w dni świąteczne. Ustawodawca powinien ponadto wprowadzić klauzulę obowiązkowego wynagrodzenia, która wynosiłaby przykładowo 200% podstawowej stawki. 

Należy pamiętać również, że prawie cała Europa Zachodnia ma ustawowo zakazany lub mocno ograniczony obowiązek niedzielnej pracy. Chcemy brać przykład z Europy Zachodniej? To bierzmy przykład, ale tam gdzie są dobre wzorce.