0.8 C
Warszawa
środa, 7 grudnia, 2022

Wojna zakończy handel zielonymi certyfikatami? Co dalej z zasadą 10H?

Zobacz koniecznie

Przez chwilę wydawało się, że spekulacja zielonymi certyfikatami i zyski wąskiej grupy osób odpowiedzialnych za politykę energetyczną kraju czy zwłaszcza zachodnich koncernów OZE zostaną ograniczone na rzecz polskiej suwerenności energetycznej. Czy tak się jednak stanie?

Politycy często skarżyli się, że nie mamy wpływu na unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS). W końcu ktoś jednak zauważył, że mamy wpływ na system wydawania tzw. zielonych certyfikatów i ukrócenia zysków „zielonego” kartelu.

„W kontekście powstrzymania cen, spekulacji na rynku tzw. zielonych certyfikatów będziemy wnioskowali o zmianę mechanizmu handlu i certyfikatami, ale także, w szczególności – to byłaby duża zmiana, ale taki postulat będę zgłaszał na najbliższej Radzie Europejskiej – aby zmienić zasady handlu uprawnieniami do emisji CO2 w ogóle, a więc obniżyć możliwości spekulowania, obniżyć ten gwałtowny przyrost cen uprawnień do emisji”

– powiedział kilka miesięcy temu premier Mateusz Morawiecki.

Koszty takich certyfikatów to 8 miliardów złotych rocznie!

Aby obniżyć cenę energii, musimy natychmiast zmienić system tzw. zielonych certyfikatów. To jest patologia par excellence! Kieszenie Polaków drenuje się na miliardy złotych, którymi napychamy kieszenie wielkiego zagranicznego biznesu. Prawie cała Europa już sobie z tym poradziła

– napisał dr Marian Szołucha na Twitterze, ekonomista i wykładowca akademicki.

Na czym polegać ma anatomia machinacji przy zielonych certyfikatach?

„Zielone certyfikaty otrzymują w dalszym ciągu instalacje OZE, które powstały przed lipcem 2016 roku. Ceny energii przed rokiem 2016 były niskie, a zielone certyfikaty miały zapewnić ich rentowność. Obecnie, stary system trwa, pomimo że OZE nie wymaga już żadnego dodatkowego wsparcia.. Na zielonych certyfikatach korzystają głównie Amerykanie, Izraelczycy, Niemcy i Francuzi, którzy pobudowali OZE do lipca 2016. Polska w tym premiowanym torcie z datą graniczną 2016 niemal nie partycypuje, poza rodziną Kulczyków, co nikogo raczej nie może dziwić. Polski system zielonych certyfikatów jest dziś ewenementem na skalę europejską, bo inne kraje już dawno zrezygnowały z podobnych systemów. Było miło i przyjemnie aż do przemówienia premiera Morawieckiego, który powiedział jedno dobitne zdanie”

– czytamy na portalu Dorzeczy.pl

Jak ustaliliśmy, za blokowanie zapowiedzianych zmian odpowiada jeden z wiceministrów obecnego rządu, który miał przekonywać premiera, że reforma zielonych certyfikatów wymagać ma unijnej notyfikacji i innych regulacji. Ma on być blisko związany z największym graczem na rynku fotowoltaiki w Polsce, czyli firmą Columbus.

10H – czas na zmiany!

Piętą achillesową OZE w Polsce jest są też obietnice wyborcze PiS z 2015 r. i ich realizacja w 2016 r. poprzez wprowadzenie tzw. zasady 10H. Zgodnie z nią nowe turbiny na lądzie muszą być oddalone od zabudowań mieszkalnych o dystans odpowiadający co najmniej 10-krotnej wysokości wiatraka wraz z łopatami. To wyklucza ponad 90 proc. powierzchni naszego kraju!

Czy w tym zakresie polski rząd w końcu coś zmieni? Jest na to jakaś szansa.

„Możemy przyznać się do jednego: zbyt wolno przychodziły nam modyfikacje w ustawie odległościowej. To się zmieni. Przejmujemy jako resort ustawę. Mamy wolę polityczną, aby zliberalizować jej zapisy do połów tego roku”

– zapowiedział w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach Ireneusz Zyska, wiceminister klimatu i środowiska, a także pełnomocnik rządu ds. OZE.

Problem w tym, że Zyska ma opinię hamulcowego jeśli chodzi m.in. o sprawę zielonych certyfikatów.

Czas na zmiany!

„Ustawa 10H praktycznie uniemożliwia budowę farm wiatrowych na lądzie, a trzeba powiedzieć, że obecnie stanowią one jedno z najtańszych źródeł pozyskiwania energii. Co więcej, mówimy tu o energii wytwarzanej lokalnie, w sposób rozproszony, czyli niezależnie od centralnego systemu, który mógłby zostać zablokowany w przypadku konfliktu. Na naszych oczach trwa wojna na Ukrainie, więc tym bardziej powinniśmy pomyśleć o naszym bezpieczeństwie energetycznym. Tworzenie farm wiatrowych jest zgodne z ekologiczną filozofią zmian, czyli dominującym trendem w całej Europie. Każdy segment energetyki oddziałuje w jakiś sposób na środowisko, ale fotowoltaika i farmy wiatrowe robią to w najmniejszym stopniu. Zliberalizowanie przepisów jest konieczne, aby móc realizować nowe inwestycje w polskiej energetyce. Tak naprawdę argumenty przeciwników nie opierają się na konkretnych dowodach. Skończmy z tymi czarami i podejdźmy do sprawy poważnie”

– powiedział prezes Instytutu Jagiellońskiego dr Marcin Roszkowski.

Te zapowiedział rząd, jednak nowelizacja ugrzęzła w resorcie klimatu i środowiska i jest tam przynajmniej od maja zeszłego roku…

 

 

 

 

Zobacz więcej

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Najnowsze