Jak się okazuje w polityce nawet jedno piwo może zaszkodzić. I to bardzo. Boleśnie od soboty przekonuje się o tym do tej pory „wielki wygrany” kampanii, Sławomir Mentzen. Teraz zaczął przypominać „nabitego w butelkę”, a wszystkiemu winne jedno piwo.
Sławomir Mentzen, jedna z najbardziej wyrazistych postaci polskiej sceny politycznej, przyzwyczaił swoich wyborców do ostrego języka, czytelnych postulatów i silnego dystansu wobec tzw. „systemowych elit”. Dlatego seria jego ostatnich wystąpień i spotkań – jak rozmowy Karolem Nawrockim i Rafałem Trzaskowskim wzbudzały tak wielkie zainteresowanie. Jednak to nie one,a niefortunne wspólne piwo z Radosławem Sikorskim, Sławomirem Nitrasem i samym Trzaskowskim – wywołały burzliwą debatę zarówno w mediach, jak i wśród polityków i wyborców Konfederacji.
Komentatorzy sceny politycznej nie kryją zaskoczenia. Mentzen, znany z krytyki „establishmentu” i liberalno-lewicowych elit, zdecydował się na rozmowy w konwencji niemal talk-show z politykami, których wcześniej ostro atakował. Media centrowe i liberalne odebrały to jako próbę wyjścia z bańki informacyjnej i poszukiwania nowej formy debaty. Nie brakowało jednak głosów, że to także polityczne „oswajanie wroga”, a może nawet przymiarka do przyszłych konfiguracji koalicyjnych.
W szczególności wspólne zdjęcie przy piwie z Sikorskim, Nitrasem i Trzaskowskim stało się symbolem nie tylko chwilowego zawieszenia broni, ale – jak sugerowali niektórzy komentatorzy – potencjalnego przesuwania się Mentzena w stronę „mainstreamu”. Dla wielu mediów było to ujęcie wręcz historyczne: jeden z liderów Konfederacji w luźnej, koleżeńskiej atmosferze z ikonami Platformy Obywatelskiej. Obraz, który wcześniej wydawał się niemożliwy.
Wśród wyborców Konfederacji reakcje były bardziej spolaryzowane. Część z nich uznała to za gest dojrzałości i próbę budowania mostów, pokazującą, że nawet radykalni politycy potrafią rozmawiać i szukać wspólnego języka. Inni jednak poczuli się zdradzeni. W internetowych komentarzach i mediach społecznościowych nie brakowało głosów, że Mentzen „pije z tymi, przeciwko którym miał walczyć”, „robi show dla mediów” albo „próbuje się wkupić w łaski salonu”.
Wyborcy o bardziej ideowej orientacji zarzucali Mentzenowi utratę autentyczności i flirtowanie z politykami, których dotychczas przedstawiał jako część problemu, a nie rozwiązania.
Największy chłód wobec działań Mentzena wykazali jego koledzy z Konfederacji. Krzysztof Bosak przyznał, ze na piwo z wymienionymi panami by nie poszedł. W swoich wypowiedziach podkreślał, że polityka to nie jest show, tylko poważna sprawa” i że Konfederacja nie powinna rozmywać swojego przekazu przez medialne happeningi.
Dystans do zachowania Mentzena zachowali także Przemysław Wipler i Ewa Zajączkowska,
Symboliczny wymiar wspólnego piwa Mentzena z politykami PO można odczytywać dwojako. Z jednej strony to może być próba humanizacji debaty politycznej i wyjścia z plemiennych podziałów – gest, który pokazuje, że nawet radykalni politycy potrafią rozmawiać. Z drugiej jednak strony – w kontekście całego dorobku retorycznego Mentzena – to gest, który dla wielu jego zwolenników pachnie koniunkturalizmem.
Jeśli była to próba budowania mostów – została wykonana w sposób wywołujący ryzyko spalenia części zaplecza ideowego. Jeśli była to tylko medialna strategia ocieplenia wizerunku – może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych.
W świecie, gdzie polityczna autentyczność jest walutą najwyższej wartości, Mentzen zaryzykował bardzo wiele. Czas pokaże, czy to był przełom ku nowemu centrum, czy tylko chwilowy wypad z marginesu ideowego do pubu politycznego establishmentu. Jedno jest pewne. Stolik, który obiecał wywrócić, posłużył mu do posadzenia przy nim Trzaskowskiego, Sikorskiego i Nitrasa.
/red./
Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu
