11 lipca 1943 roku – niedziela. Zwykły letni poranek, święto, msza, ludzie ubrani odświętnie. Dzieci, kobiety, starcy. Tego dnia – i przez kolejne miesiące – przestały istnieć całe wsie. Wołyń spłynął krwią. W bestialski sposób ginęli sąsiedzi tylko dlatego, że byli Polakami. 80 lat później pamiętamy. Ale to nie tylko pamięć. To rana, która się nie zabliźnia, bo ciągle brakuje tego, co najważniejsze: prawdy, przeprosin, zadośćuczynienia.
Wołyń nie był tylko wynikiem chaosu wojny czy lokalnych porachunków. To była zaplanowana czystka etniczna. Ludobójstwo. Tysiące ofiar, całe rodziny wymordowane siekierami, widłami, ogniem. Ich groby – o ile w ogóle istnieją – są rozrzucone po polach, lasach, ruinach świątyń. Wielu nie doczekało się nawet imienia na krzyżu. A ci, którzy przeżyli, nosili przez dekady strach i wstyd – bo historia Wołynia długo była tematem tabu.
Polska od lat robi sporo, by ten temat wybrzmiał godnie. Mamy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa. Stawiamy pomniki, organizujemy marsze, modlimy się, pamiętamy. Ale z drugiej strony tej pamięci wciąż czegoś brakuje. Brakuje słowa „przepraszam”.
Ukraińscy politycy składają znicze, robią wspólne zdjęcia z naszymi prezydentami, mówią o wspólnej historii. Ale nie potrafią – albo nie chcą – nazwać spraw po imieniu. Nie chcą powiedzieć: to była zbrodnia. To była czystka etniczna. To była nasza wina. Czekamy na te słowa od 80 lat. I nie chodzi o zemstę. Chodzi o prawdę. Bo pojednanie bez prawdy jest puste. Nie da się iść razem w przyszłość, jeśli nie stanęło się razem w obliczu przeszłości.
Owszem – dziś walczymy ramię w ramię. Polska przyjęła miliony uchodźców z Ukrainy, pomagamy, wspieramy, wierzymy, że wolna Ukraina jest także naszą sprawą. Ale Wołyń nie zniknie z naszej pamięci tylko dlatego, że przyszłość wymaga sojuszy. Prawda nie jest „niewygodna” – prawda jest konieczna. Szczególnie dziś, gdy rosyjska propaganda tylko czeka, by wbić klin między nasze narody.
Prezydent Andrzej Duda mówił: „czas zagoić bolesne rany pamięci”. Tak, ale najpierw trzeba je oczyścić. Ekshumować ciała. Postawić krzyże. Oddać imiona. I wypowiedzieć te słowa, które zamykają rany: „przepraszamy”. Bo tylko wtedy historia może stać się przestrogą, a nie przepaścią.
Wołyń boli. I będzie boleć, dopóki nie stanie się wspólnym doświadczeniem – nie tylko polskiego cierpienia, ale i ukraińskiego wstydu. Pamięć bez prawdy rodzi gniew. Prawda bez przebaczenia – zamienia się w kamień. Potrzebujemy jednego i drugiego. Prawdy i wybaczenia. Inaczej Wołyń nie stanie się przeszłością. Zostanie między nami – jak cień.
/kw/
Grafika” Youtube.com/zrzut z ekranu
