W ostatnich latach Wielka Brytania zyskała niesławny tytuł państwa, które najczęściej na świecie kieruje ludzi do aresztów z powodu wpisów w mediach społecznościowych. Według danych hiszpańskiego portalu gaceta.es, w 2023 r. funkcjonariusze zatrzymali ok. 12 183 osób za „obraźliwe komentarze” czy inne treści uznane za naruszające obowiązujące przepisy — to więcej niż w takich krajach jak Białoruś, Niemcy czy Chiny.
To zjawisko, które z jednej strony ma chronić obywateli przed nienawiścią i dezinformacją, z drugiej budzi poważne wątpliwości dotyczące granic wolności słowa w państwie demokratycznym.
Gdzie kończy się ochrona, a zaczyna cenzura?
Arrestacje mają swoje korzenie w brytyjskich przepisach — przede wszystkim w Communications Act 2003 oraz Malicious Communications Act, które penalizują rozsyłanie komunikatów uznanych za „rażąco obraźliwe”, „przerażające” lub powodujące „niepokój” u odbiorcy. Pod rządami premiera Keira Starmera egzekwowanie tych regulacji się nasiliło, w szczególności w kontekście protestów społecznych w 2024 i 2025 r.
Krytycy ostrzegają, że to nie tylko walka z rzeczywistymi nadużyciami, ale także ryzyko nadmiernej kontroli internetu. Pojawia się określenie „policja myśli” — wyraz obaw, iż prawo zaczyna ścigać nie tylko ewidentne przestępstwa, ale także kontrowersyjne opinie, retweety czy satyryczne memy.
Obrońcy obecnego kursu argumentują natomiast, że surowe podejście do komunikacji w sieci jest konieczne, by przeciwdziałać eskalacji nienawiści i systemowemu rozpowszechnianiu dezinformacji, które może prowadzić do realnych szkód społecznych.
Wolność słowa w dobie internetu
Fakt, że Wielka Brytania przewyższa pod względem liczby aresztowań nawet kraje znane z represyjnych praktyk, spowodował falę krytyki na arenie międzynarodowej. Organizacje broniące praw człowieka i ekspertów od cyfrowych swobód coraz częściej pytają, czy w imię bezpieczeństwa nie poświęca się podstawowych zasad demokratycznych.
W samej Wielkiej Brytanii debata o granicach wolności słowa online trwa — częściowo odbija się też echem w innych krajach, które starają się znaleźć równowagę między walką z mową nienawiści a zachowaniem otwartej, pluralistycznej przestrzeni publicznej. W rezultacie społeczne i prawne granice tego, co można publikować w sieci, stają się jednym z nowych frontów debaty o wolnościach obywatelskich w dobie cyfrowej. Czy liczba aresztowań jest przejawem odpowiedzialnej polityki bezpieczeństwa, czy też zagrożeniem dla swobód jednostki — to pytanie, który jeszcze długo będzie przedmiotem sporów.
/red./
Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu
