18.2 C
Warszawa
środa, 2 września, 2026

15 sierpnia czyli lekcja z 1920 roku, pytanie 2026 roku. Prezydent kontra rząd

Zobacz koniecznie

15 sierpnia jest jednym z tych dni, w których historia szczególnie mocno zagląda nam przez ramię. Święto Wojska Polskiego nie jest przecież wyłącznie paradą, mundurem, salwą honorową i wspomnieniem Bitwy Warszawskiej. Jest pytaniem o to, jaką Polskę chcemy zbudować, aby kolejnego 15 sierpnia nie obchodzić w cieniu porażki.

W tym roku to pytanie wybrzmiało wyjątkowo mocno. Podczas obchodów Święta Wojska Polskiego spotkały się bowiem dwie wizje polskiego bezpieczeństwa. Obie mówią o silnej armii, nowoczesnym uzbrojeniu i konieczności wzmacniania państwa. Ale różnią się odpowiedzią na pytanie fundamentalne: gdzie powinien znajdować się środek ciężkości polskiego bezpieczeństwa? W Warszawie czy w europejskiej wspólnocie? W narodowej samodzielności czy w sile sojuszy?

Prezydent Karol Nawrocki mówił językiem bardzo mocno zakorzenionym w polskiej historii. Przypominał, że zwycięstwo roku 1920 nie było wyłącznie militarnym triumfem. Było także zwycięstwem politycznej podmiotowości. Dlatego mówił:

„Rok 1920 i wielkie zwycięstwo jest o tym, że wszystkie klucze do polskiego bezpieczeństwa muszą być w Warszawie. Nie możemy zamknąć naszego bezpieczeństwa w sejfie, do którego klucze są w innych stolicach Europy, nawet tych przyjaznych i ważnych”.

To nie jest tylko spór o mechanizm finansowania armii. To jest spór o filozofię państwa. W tej wizji sojusze są potrzebne, ale nie mogą zastąpić własnej siły. Polska może korzystać z NATO, współpracy europejskiej i amerykańskiego wsparcia, ale ostatecznie musi posiadać zdolność do samodzielnego podejmowania decyzji w sprawach własnego bezpieczeństwa. Państwo może mieć przyjaciół, ale nie może oddać im kluczy do własnego sejfu.

Stąd również drugi, niezwykle symboliczny fragment wystąpienia prezydenta:

„Musimy mieć przekonanie, że wojsko polskie nie potrzebuje obcojęzycznych przymiotników do tego, by się określać i oceniać. Musimy mieć świadomość, że na sztandarach Wojska Polskiego od wieków wypisane jest ‘Bóg, Honor, Ojczyzna’, a nie SAFE”.

To zdanie można oczywiście odczytać jako polityczny sprzeciw wobec konkretnego programu czyli SAFE, ale można je także odczytać szerzej: jako przypomnienie, że technologia, pieniądze i międzynarodowe instrumenty są narzędziami, a nie fundamentem państwa. Fundamentem pozostaje wspólnota, która jest gotowa tego państwa bronić.

Jeszcze mocniej wybrzmiała trzecia myśl Nawrockiego:

„Rakieta nie będzie pytać, spadając, czy ktoś głosuje na jedną, czy na drugą partię polityczną. Ten, co napada na granicy, nie pyta żołnierza o preferencje polityczne. Nie zapomnijmy, że jesteśmy jednym narodem, a jego bezpieczeństwo jest ważniejsze niż polityczne spory”.

Trudno odmówić tej argumentacji pewnej oczywistości. Wojna nie uznaje wyników sondaży. Rakieta nie zna barw partyjnych. Żołnierz stojący na granicy nie pyta człowieka po drugiej stronie, czy jest wyborcą prawicy, lewicy czy centrum. Bezpieczeństwo jest wspólne albo przestaje być bezpieczeństwem.

Tego samego dnia, kilkanaście minut później minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przedstawił jednak inną opowieść.

Nie odrzucał polskości. Przeciwnie. Próbował ją wpisać w europejską układankę. Broniąc hasła „Polska SAFE”, mówił:

„Można by dziś zapytać, dlaczego na tegorocznym Święcie Wojska Polskiego stoimy pod hasłem ‘Polska SAFE’? Zasadne pytanie. Dlaczego w 106. rocznicę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej jest to angielskie słowo? Odpowiem po polsku: ‘S’ – jak Sojusze, ‘A’ – Armia, ‘F’ – Fabryki, ‘E’ – Europa. Cztery filary, cztery wyrazy. Nie na sprzedaż i nie do zastąpienia”.

Tutaj właśnie kończy się różnica między obiema wizjami staje się najbardziej wyraźna. Władysław Kosiniak-Kamysz słusznie wskazuje, że Polska potrzebuje sojuszy, europejskiej współpracy, pieniędzy na modernizację i rozwiniętego przemysłu obronnego. Problem zaczyna się wtedy, gdy z narzędzi budowania bezpieczeństwa robimy jego fundament. Dlatego rację w tym sporze ma prezydent Karol Nawrocki.

Nie dlatego, że Polska ma wybierać między Europą a własnym bezpieczeństwem. Polska potrzebuje Europy, NATO i dobrych relacji z sojusznikami. Ale sojusz powinien wzmacniać własne zdolności, a nie zastępować odpowiedzialność państwa za własną obronę. To różnica zasadnicza.

SAFE może dać Polsce pieniądze na zakupy i inwestycje. Europa może pomóc w finansowaniu i budowie zdolności przemysłowych. Sojusznicy mogą dostarczać technologię, uzbrojenie i wsparcie. Tylko szczerze pisząc to SAFE mógł być zastąpiony przez propozycje „polskiego SAFE”, a Polacy i nasze wojsko nie mogą być zastąpieni przez kogoklwiek.

O tym, jakiej armii potrzebuje Polska, jakie zdolności musi posiadać i na co chce przeznaczyć swoje pieniądze, powinniśmy decydować w Warszawie.

Dlatego argument o „kluczach do polskiego bezpieczeństwa” jest trafniejszy niż może się wydawać. Nie chodzi przecież o izolację czy nieufność wobec sojuszników. Chodzi o prostą zasadę: im większa jest nasza własna zdolność do obrony, tym większą mamy swobodę działania i tym mocniejszą pozycję mamy również w samych sojuszach.

W tym sensie 15 sierpnia powinien być dobrą okazją do przypomnienia sobie, że bezpieczeństwa nie da się sprowadzić do jednego programu finansowego, nawet jeśli program ten jest korzystny, a SAFE nie jest. Europa może być ważnym partnerem. NATO, a pisząc precyzyjnie Stany Zjednoczone pozostają kluczowym sojuszem. Jednak żaden z tych elementów nie powinien zwalniać Polski z budowania własnej armii, własnego przemysłu obronnego i własnych zdolności do działania.

Dlatego w sporze między „Polską SAFE” a Polską, która przede wszystkim chce mieć klucze do własnego bezpieczeństwa w Warszawie, zdecydowanie lepsza, a nade wszystko bezpieczniejsza jest ta druga wizja.

 

/gaz/

Foto: Kancelaria Prezydenta RP/Marek Borawski

Zobacz więcej

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze