Co z tym bonem turystycznym? 1000+? 300+? A może nic?

Coraz więcej wskazuje na to, że Polacy nie doczekają się obiecanego przez rząd bonu turystycznego o wysokości 1000 zł. Już w zeszłym tygodniu rzecznik rządu Piotr Muller powiadomił, że rozważane są inne opcje.

 

Pomysłodawcą bonu turystycznego był sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju odpowiedzialny za turystykę Andrzej Gut-Mostowy, który sam zresztą jest przedsiębiorcą z hotelarskiej branży. Zarówno on, jak i wicepremier Jadwiga Emilewicz zapowiadali wprowadzenie tego bonu, który miałby być w 90% pokrywany przez rząd, a w 10% przez pracodawcę.

 

W zeszłym tygodniu rzecznik rządu Piotr Muller poinformował, że są jednak brane również inne opcje. Bon 1000+ miałby przysługiwać każdemu zatrudnionemu na etacie zarabiającemu średnią krajową lub mniej (5230zł). Pieniądze z tego bonu miałyby wspierać polską turystykę i pokrywać koszty noclegów, przejazdów, wyżywienia oraz wejścia do muzeów. Aby zrealizować ten pomysł rząd musiałby wydać 7 mld zł.

 

Pojawiają się jednak coraz to nowsze pomysły w kwestii ów bonu. Resort finansów zaproponował, by bonem objąć tylko etatowców zarabiających do 4 tys. zł brutto. Pojawił się również pomysł, by tym wsparciem objąć wszystkich zatrudnionych niezależnie na jakiej umowie i ile zarabiających. Wówczas jednak bon wyniósłby 300-400 zł. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej chciałoby natomiast, aby bon połączyć ze świadczeniem 500+. Wówczas na każde dziecko, które dostaje 500+ przypadałoby 500 zł z bonu turystycznego.

 

Jak widać im więcej czasu mija tym pojawia się więcej pomysłów. Fakt jest jednak taki, że mimo początku czerwca rząd wciąż nie wie dokładnie, co zrobić ze swoją propozycją. Przeciąganie liny przez różne resorty i planowania mogą trwać tak długo, że finalnie nic w tym roku z tych planów nie wyjdzie.

 

Źródło: Dziennik Polski, Dziennik Zachodni

Foto: Fsfoq

Komentarze

Komentarze